9 lat po huraganie

Las rośnie powoli i nie lubi gwałtownych zmian. Nocą z 11 na 12 sierpnia 2017 roku natura napisała jednak własny, dramatyczny scenariusz. W ciągu kilku godzin runęły drzewostany, które rosły przez dziesięciolecia.

Nawałnica z 11 sierpnia 2017 roku była jedną z największych katastrof naturalnych w historii polskich lasów, niszcząc ogromne połacie Borów Tucholskich w powiecie chojnickim.   |  fot. arch/A. Knitter

Dzisiaj, dziewięć lat później, na zniszczonych wówczas powierzchniach rośnie już młody las. To jednak nie koniec tej historii, lecz jej kolejny rozdział.

To nie była zwykła letnia burza

Meteorolodzy określają zjawisko z 11 sierpnia 2017 roku jako derecho – rozległą i długotrwałą burzę wiatrową związaną z linią szkwału. Na obrazach radarowych układ przyjął charakterystyczny kształt łuku, nazywany bow echo. Porywy wiatru przekraczały 150 km/h, a pas zniszczeń ciągnął się przez ponad 450 kilometrów. Było to jedno z najgroźniejszych zjawisk burzowych odnotowanych w Polsce w erze pomiarów radarowych.

Największe straty w toruńskiej dyrekcji

W całym kraju blisko 80 tys. hektarów lasów zostało zniszczonych lub uszkodzonych. Najbardziej rozległe obszary całkowitych zniszczeń w Lasach Państwowych znalazły się na terenie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu. Huragan zniszczył tu 17,8 tys. hektarów lasów. Najmocniej ucierpiały nadleśnictwa: Rytel, Czersk, Runowo, Przymuszewo i Szubin. W wielu miejscach zamiast zwartego drzewostanu pozostał trudny do przebycia splot pni, koron i wyrwanych z ziemi brył korzeniowych.

Szczególnie bolesnym symbolem tej nocy pozostaje tragedia w Suszku, na terenie Nadleśnictwa Rytel, gdzie podczas obozu harcerskiego zginęło dwoje dzieci. Dlatego sierpniowa rocznica nie jest wyłącznie okazją do podsumowania leśnych statystyk. Jest również chwilą pamięci o ofiarach i o wszystkich, którzy w tamtych godzinach nieśli pomoc.

Najpierw bezpieczeństwo

Pierwsze dni po nawałnicy nie przypominały zwykłej pracy leśnej. Najważniejsze było bezpieczeństwo ludzi: udrożnienie dróg, umożliwienie dojazdu służbom ratowniczym oraz usuwanie drzew zagrażających domom, liniom energetycznym i innym obiektom. Część miejscowości była odcięta, wiele dróg stało się nieprzejezdnych, a wejście na zniszczone powierzchnie wiązało się z ogromnym ryzykiem. Połamane drzewa były zakleszczone i naprężone, a naderwane systemy korzeniowe pozostawały niestabilne.

Skala mobilizacji nie miała precedensu. Na terenach klęskowych pracowało 120 zakładów usług leśnych, 120 harwesterów i 115 forwarderów, a także wielu pilarzy. Za każdą z tych liczb stoją ludzie, którzy miesiącami wykonywali wyjątkowo niebezpieczną i obciążającą pracę. Po zakończeniu zasadniczych prac porządkowych bilans drewna poklęskowego wyniósł ponad 5 mln m³. Dla porównania, przed katastrofą wszystkie nadleśnictwa RDLP w Toruniu pozyskiwały planowo około 2 mln m³ drewna rocznie.

Ponad 137 milionów sadzonek

Lasu nie da się odbudować samym uporządkowaniem terenu. Trzeba przygotować glebę, zgromadzić odpowiedni materiał sadzeniowy, dobrać gatunki do warunków siedliskowych, posadzić je, a później przez lata chronić i pielęgnować. W szkółkach leśnych wyprodukowano ponad 137 mln sadzonek kilkudziesięciu gatunków drzew i krzewów przeznaczonych na powierzchnie poklęskowe. Ważną rolę odegrało m.in. Gospodarstwo Szkółkarskie Bielawy w Nadleśnictwie Dobrzejewice.

Pierwsze odnowienia wykonano już w 2018 roku – na powierzchni ponad 1,2 tys. hektarów. Rok później przybyło kolejnych około 5 tys. hektarów młodego lasu, a do 2024 roku odnowieniami objęto niemal wszystkie powierzchnie poklęskowe. Skład przyszłych drzewostanów dostosowywano do konkretnych siedlisk, szerzej wprowadzając gatunki liściaste tam, gdzie pozwalały na to warunki. Celem jest las bardziej zróżnicowany, a przez to lepiej przygotowany na susze, choroby, szkodniki i kolejne gwałtowne zjawiska pogodowe.

Las wrócił, ale nadal potrzebuje opieki

Młody las szybko zmienia krajobraz, ale pełnię swoich funkcji będzie odzyskiwał przez dziesięciolecia. Z czasem coraz skuteczniej będzie chronił glebę i wodę, wiązał węgiel, dawał schronienie kolejnym gatunkom, dostarczał odnawialnego surowca i ponownie stawał się miejscem wypoczynku. Odbudowa lasu nie kończy się więc w dniu posadzenia ostatniej sadzonki. Właśnie wtedy zaczyna się długa praca nad jego przyszłością.

Z tamtej nocy pozostała pamięć o ofiarach, strachu mieszkańców i ogromnym wysiłku strażaków, leśników, energetyków i wolontariuszy. Pozostało także doświadczenie, którego nie da się zdobyć z podręcznika: jak współdziałać, gdy skala zniszczeń przekracza wcześniejsze wyobrażenia i jak planować las na kolejne pokolenia po katastrofie, która wydarzyła się w ciągu jednej nocy.

Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Toruniu