Przemysław Zientkowski 27 stycznia 2026 roku objął funkcję dyrektora MBP w Chojnicach, zastępując odchodzącą na emeryturę Annę Lipińską. Wcześniej pełnił funkcję wicedyrektora tej placówki.
dziś 19:06
Wizja dyrektora rozwoju placówki opiera się na przekształceniu jej w nowoczesne centrum kultury i edukacji, które łączy tradycyjne funkcje z nowymi technologiami. | fot. screen video
Od pewnego czasu towarzyszą Panu kontrowersyjne zarzuty poruszane m.in. na forum Rady Miasta. Radni oprócz komentarzy dotyczących rekrutacji wskazują, że był Pan zapraszany na komisje, lecz nie znalazł Pan dla nich czasu i nie pojawił się Pan osobiście – swoją drogą w tym momencie dziękuję, że znalazł Pan dla mnie chwilę z dnia na dzień by udzielić tego krótkiego wywiadu. Czy może Pan wyjaśnić, dlaczego tak się stało?
- Pozostając przy faktach – bo one są w tej sprawie najistotniejsze – byłem zaproszony na posiedzenia komisji dwukrotnie w ciągu ostatniego roku i w obu przypadkach uczestniczyłem w obradach. Miało to miejsce w marcu oraz w czerwcu, co znajduje potwierdzenie w protokołach z komisji zamieszczonych na BIP. Po tym okresie nie otrzymałem żadnego formalnego zaproszenia ani wezwania do udziału w pracach komisji.
Jak odniesie się Pan do oskarżeń dotyczących pracownic i błędnie odczytanych notatek?
- Konsekwentnie unikałem i nadal unikam publicznego komentowania spraw pracowniczych, ponieważ nie uważam, aby kwestie kadrowe stanowiły właściwy przedmiot debaty medialnej czy politycznej. Są to zagadnienia regulowane przepisami prawa pracy i rozstrzygane w ramach procedur wewnętrznych instytucji. Nigdy wcześniej nie wypowiadałem się na ten temat publicznie i nie widzę powodów, by zmieniać to stanowisko. Warto przy tym zachować elementarną precyzję: w okresie, którego dotyczą przywoływane sytuacje, nie pełniłem funkcji dyrektora, lecz zastępcy dyrektora. Zakres mojej odpowiedzialności oraz kompetencji decyzyjnych był więc z natury rzeczy odmienny. Jeżeli natomiast mówimy o samych nieprawidłowościach, to ich identyfikacja była wynikiem standardowych czynności kontrolnych. Wprowadzono adekwatne działania naprawcze, co w instytucjach publicznych jest procedurą zarówno normalną, jak i oczekiwaną.
- Co do „błędnie odczytanych notatek” - pozwolę sobie jedynie na drobną uwagę natury ogólnej: ocena prawidłowości przeprowadzenia kontroli wymaga wiedzy merytorycznej oraz znajomości realiów pracy bibliotecznej. Czynności te realizowały osoby o bardzo dużym doświadczeniu zawodowym – bibliotekarki z wieloletnim, blisko trzydziestoletnim stażem. Trudno więc mówić o działaniach przypadkowych czy nieprofesjonalnych. Różnica między interpretacją dokumentów a ich uważną lekturą jest, jak sądzę, dość oczywista i nie wymaga szczególnych komentarzy. W debacie publicznej warto opierać się na faktach, a nie na wrażeniach czy domysłach. Naturalnie każdy ma prawo do własnych opinii, jednak procedury instytucjonalne rządzą się własną logiką i standardami.
Czyli zarzuty Radnego są nieprawdziwe?
- Nie chciałbym wartościować intencji pana radnego, natomiast muszę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że część formułowanych zarzutów opiera się na informacjach, które nie znajdują odzwierciedlenia w faktach. Wiele z tych tez ma charakter – mówiąc najłagodniej – konfabulacyjny. Dobrym przykładem jest kwestia tzw. „muzeum książki”. Teza o rzekomych planach tworzenia takiej instytucji została publicznie sformułowana przez pana Kamila Kaczmarka. Nigdy wcześniej nie pojawiła się ona w moich wypowiedziach, ponieważ nie o tym była mowa. Trudno więc odnosić się do koncepcji, które nie zostały przeze mnie przedstawione. Przedmiotem działań, o których rzeczywiście rozmawialiśmy, była natomiast współpraca instytucjonalna dotycząca zbiorów specjalnych. Chodzi o rozwiązanie organizacyjne polegające na przeniesieniu biblioteki i części zbiorów specjalnych z Muzeum Historyczno-Etnograficznego w Chojnicach do budynku Wszechnicy.
- Inicjatywa ta nie była efektem jednostronnych decyzji, lecz wynikała z rozmów prowadzonych na wniosek przedstawicieli powiatu – zarówno pana starosty, jak i dyrektora muzeum doktora Synaka. Mówimy zatem o projekcie opartym na współpracy międzyinstytucjonalnej i racjonalnym wykorzystaniu istniejących zasobów, a nie o tworzeniu jakiejkolwiek nowej struktury muzealnej. Są to dwie zupełnie różne kwestie, które w debacie publicznej zostały, niestety, ze sobą utożsamione. Ze swojej strony mogę jeszcze podkreślić, że zacieśnianie współpracy pomiędzy samorządami oraz instytucjami kultury traktuję jako zjawisko naturalne i korzystne dla mieszkańców. W tym sensie jest to rozwiązanie pragmatyczne i merytorycznie uzasadnione, tym bardziej, że prowadzimy również bibliotekę dla Powiatu korzystając z powiatowej dotacji.
Co Pan myśli na temat nauczania języka polskiego osób z Ukrainy?
- Rzeczywiście można odnieść wrażenie, że opinie w tej sprawie bywają podzielone, co zresztą jest zjawiskiem naturalnym w każdej debacie publicznej. Osobiście jednak nie mam wątpliwości, że pomoc udzielana osobom z Ukrainy ma głęboki sens, zwłaszcza gdy przyjmuje formę działań długofalowych i realnie usamodzielniających. Szczególnie cenię ten model wsparcia, który nie polega na doraźnej pomocy, lecz na tworzeniu narzędzi umożliwiających normalne funkcjonowanie w polskim społeczeństwie. Tu zamiast „ryby” dajemy „wędkę”. Nauczanie języka polskiego jest tu elementem fundamentalnym – to język stanowi podstawowe narzędzie komunikacji, pracy, orientacji w rzeczywistości prawnej czy zawodowej.
- Dzięki znajomości języka osoby przybywające do naszego kraju mogą nie tylko podejmować zatrudnienie, ale również świadomie uczestniczyć w życiu społecznym, nawiązywać relacje zawodowe, wynajmować mieszkania czy po prostu poruszać się w codziennych sytuacjach bez poczucia zagubienia. To forma pomocy, która wzmacnia sprawczość i samodzielność, a nie uzależnia od wsparcia zewnętrznego. Dlatego uważam, że jest to jedno z bardziej racjonalnych i odpowiedzialnych działań, jakie samorząd może realizować. Cieszę się, że tego typu inicjatywy są prowadzone również w naszej placówce, ponieważ wpisują się one w szerszą misję instytucji kultury i edukacji
Radna Marzenna Osowicka zwróciłą uwagę na brak spotkań, przestrzeni na zajęcia, funduszy, programu naprawczego, właściwej przestrzeni zajęć edukacyjnych i konkretnego książkomatu - jakie jest Pana odniesienie do tych zarzutów?
- W debacie publicznej łatwo operować efektownymi skrótami myślowymi, natomiast warto jednak zachować proporcje między oceną a faktami. W odniesieniu do kwestii książkomatu – a precyzyjniej mówiąc wrzutni bibliotecznej – pojawiły się sugestie o rzekomym marnotrawieniu środków publicznych oraz kwotach, które nie mają żadnego związku z rzeczywistością. Urządzenie zostało sfinansowane ze środków grantowych, a jego koszt ze strony MBP wyniósł 4000 złotych. Trudno więc mówić o inwestycji, która mogłaby zachwiać finansami instytucji, a tym bardziej o jakiejkolwiek rozrzutności. Wrzutnia spełnia swoją funkcję w sposób całkowicie zgodny z przeznaczeniem – czytelnicy korzystają z niej regularnie, co w praktyce jest jedynym sensownym kryterium oceny tego typu rozwiązania. Kwestie estetyczne pozostają, rzecz jasna, w sferze indywidualnych gustów. Osobiście wychodzę z założenia, że urządzenia użytkowe powinny być przede wszystkim funkcjonalne.
- Nie oczekuję od infrastruktury technicznej walorów dekoracyjnych, choć jeżeli pojawi się społeczna potrzeba artystycznego upiększania wrzutni, zapewne i z takim wyzwaniem sobie poradzimy. Co ciekawe, urządzenie przyniosło również efekt, którego nie sposób było w pełni przewidzieć – mieszkańcy zaczęli przekazywać za jego pośrednictwem książki w formie darów. Trudno o bardziej wymowny dowód na to, że rozwiązanie jest nie tylko praktyczne, ale i społecznie użyteczne. Dlatego z pewnym spokojem podchodzę do krytycznych opinii. W działalności instytucji publicznych nierzadko zdarza się, że najwięcej emocji budzą nie przedsięwzięcia kosztowne czy skomplikowane, lecz właśnie te najprostsze. Jeśli chodzi o kwestię miejsca spotkań. Filia realizuje przede wszystkim zadania o charakterze statutowym – jest to przestrzeń przeznaczona do wypożyczania i zwrotu zbiorów.
- Natomiast działalność o szerszym profilu, w tym zajęcia, wydarzenia oraz spotkania, prowadzona jest w budynku głównym przy ulicy Wysokiej 3. Takie rozwiązanie wynika z uwarunkowań czysto praktycznych. Budynek filii, niestety, nie spełnia wymogów dostępności dla osób z niepełnosprawnościami. Kierując się zasadą równego dostępu do oferty instytucji publicznej, staramy się organizować aktywności w przestrzeni w pełni dostępnej dla wszystkich użytkowników. Trudno byłoby uznać za właściwe prowadzenie zajęć w miejscu, które z definicji wyklucza część mieszkańców. Dlatego koncentracja działań edukacyjnych i kulturalnych w budynku głównym jest nie tylko racjonalna organizacyjnie, ale przede wszystkim zgodna ze standardami dostępności, które instytucje publiczne powinny respektować.
Czy prawdą jest, ze rozpoczął Pan urzędowanie od wyremontowania swojego biura?
- Muszę przyznać, że samo sformułowanie tego zarzutu budzi moje pewne zdziwienie, ponieważ sugeruje sytuację co najmniej osobliwą. Nie rozpocząłem urzędowania od remontu „swojego biura”, lecz od uporządkowania kwestii organizacyjnych i bieżącego funkcjonowania instytucji. Rzeczywiście wykorzystaliśmy moment zmiany na stanowisku dyrektora do przeprowadzenia prac odświeżających, jednak nie dotyczyły one jednego gabinetu. Biblioteka funkcjonuje w budynku Wszechnicy od 2006 roku i od tego czasu nie prowadzono tu większych prac modernizacyjnych. Trudno więc uznać za ekstrawagancję fakt, że po blisko dwóch dekadach część pomieszczeń została po prostu odmalowana i uporządkowana. Obecnie odświeżonych zostało siedem pomieszczeń, a kolejne są w trakcie prac.
- Nie jest to żaden „remont gabinetu dyrektora”, lecz elementarne dbanie o stan infrastruktury, za którą odpowiadam. Instytucja publiczna nie powinna działać według zasady eksploatacji aż do całkowitego zużycia – doświadczenia innych obiektów w mieście pokazują, do czego prowadzi takie podejście.Co warte podkreślenia, prace te nie są finansowane z dotacji podmiotowej, lecz z dochodów własnych biblioteki, między innymi z wynajmu pomieszczeń. Nie obciążają więc budżetu miasta w sposób, który mógłby budzić niepokój. Rozumiem, że w przestrzeni publicznej nawet najbardziej prozaiczne działania administracyjne potrafią nabrać sensacyjnego charakteru. Przyznam jednak, że trudno traktować odmalowanie ścian jako wydarzenie o szczególnym ciężarze politycznym.
Jeśli chodzi o podwójne stanowisko samorządowe czy pełni Pan funkcję dyrektora i pełnomocnika i ma Pan za to dwie pensje czy jest to w jednym etacie i idące za tym jedno wynagrodzenie?
- Pełnię funkcję dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej. Wcześniej byłem związany z tą instytucją jako zastępca dyrektora. Niezależnie od tego zostałem powołany na stanowisko pełnomocnika burmistrza do spraw rozwoju i współpracy naukowej. Warto jednak jasno podkreślić, że funkcję pełnomocnika wykonuję społecznie. Nie jest ona związana z dodatkowym etatem ani odrębnym wynagrodzeniem. Ma charakter zadaniowy i dotyczy sytuacji, w których moje doświadczenie lub kompetencje mogą okazać się użyteczne dla samorządu. Takie rozwiązanie traktuję jako naturalny element współpracy z władzami miasta, a nie jako odrębne stanowisko administracyjne. W praktyce sprowadza się to do angażowania się w określone projekty czy inicjatywy, gdy zachodzi taka potrzeba.
Czyli nie pobiera Pan wynagrodzenia z tego tytułu?
- Nie, funkcję pełnomocnika pełnię społecznie. Moim podstawowym miejscem pracy pozostaje biblioteka i to jest mój etat. Równolegle prowadzę działalność naukowo-dydaktyczną na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, co stanowi odrębny obszar mojej aktywności zawodowej. Łączenie tych ról nie jest dla mnie sytuacją nadzwyczajną – od wielu lat funkcjonuję w podobnym modelu pracy. Wymaga to dobrej organizacji, ale postrzegam to jako rzecz całkowicie naturalną. Poza obowiązkami zawodowymi pozostają oczywiście role najważniejsze, czyli życie rodzinne. To one nadają właściwe proporcje wszystkim pozostałym aktywnościom.
Jeśli chodzi o zarzucany Panu brak kompetencji nawiązując do konkursu, który miał miejsce, to jakie jest tutaj Pana stanowisko?
- Oczywiście mogę odnieść się do tego rodzaju zarzutów, choć przyznam, że ich powtarzalność jest dla mnie dość zaskakująca. Teza o rzekomym braku moich kwalifikacji do zarządzania kulturą nie znajduje potwierdzenia w faktach. Działalnością w obszarze kultury zajmuję się nieprzerwanie od 2004 roku. Przez dziesięć lat byłem zawodowo związany z Gminnym Ośrodkiem Kultury w Chojnicach, gdzie wykonywałem obowiązki specjalisty do spraw kultury. Następnie pracowałem w Urzędzie Miejskim w Chojnicach, realizując zadania związane między innymi z rozwojem oraz współpracą naukową, które w naturalny sposób stykały się z zagadnieniami kulturalnymi. Kolejnym etapem była Miejska Biblioteka Publiczna, w której pełniłem funkcję zastępcy dyrektora. Równolegle rozwijałem kompetencje formalne.
- Ukończyłem studia podyplomowe z zakresu zarządzania kulturą, a także bibliotekoznawstwa. Prowadzę działalność dydaktyczną na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego, obejmującą również problematykę kultury i jej organizacji. Posiadam dorobek publikacyjny w tym obszarze. Dodatkowo ukończyłem studia podyplomowe z prawa europejskiego, a moje wykształcenie akademickie zamyka doktorat z filozofii. W świetle powyższego trudno mówić o braku przygotowania merytorycznego. Konkursy na stanowiska publiczne są właśnie mechanizmem weryfikującym kompetencje kandydatów, dlatego udział w takim postępowaniu traktowałem jako rzecz całkowicie naturalną.
- Odnosząc się natomiast do argumentu dotyczącego rzekomej niemożności wypożyczania przeze mnie zasobów biblioteki – jest to przykład indywidualnej interpretacji Radnego Kaczmarka opartej na braku wiedzy. Zresztą wiele jego zarzutów wynika wprost z braku wiedzy. Mam wrażenie, że część tych wypowiedzi ma charakter czysto retoryczny i jest formułowana raczej z myślą o doraźnym efekcie niż o rzetelnej rozmowie. Są to tezy rzucane pod publiczkę, które dobrze brzmią w krótkim przekazie, ale niewiele wnoszą do rzeczywistej oceny sytuacji. Tego rodzaju narracja prowadzi donikąd, ponieważ opiera się na uproszczeniach i nieścisłościach. A doświadczenie – nie tylko instytucjonalne, ale i życiowe – pokazuje bardzo jasno, że na kłamstwie nigdy nie da się zbudować nic trwałego - kapitału politycznego również.
A co z planem naprawczym?
- Plan naprawczy został zlecony przez burmistrza 15 lutego 2025 roku i od tego momentu jest konsekwentnie realizowany zgodnie z przyjętymi wytycznymi. Część działań została już wdrożona, natomiast pozostałe elementy wymagają dokończenia i uporządkowania. Nie wszystkie rozwiązania udało się wcześniej w pełni wprowadzić, jednak traktuję to jako proces, a nie jednorazowy akt administracyjny. Zakładam, że zasadnicza część zaplanowanych działań zostanie sfinalizowana w najbliższym czasie – w perspektywie miesiąca, dwóch.
Jaka jest Pana wizja rozwoju Miejskiej Biblioteki Publicznej – zarówno jako instytucji wypożyczającej książki, jak i centrum życia kulturalnego?
- To rzeczywiście pytanie fundamentalne. Swoją wizję rozwoju biblioteki opisałem szczegółowo w programie realizacji zadań dotyczących bieżącego funkcjonowania oraz strategii rozwoju Miejskiej Biblioteki Publicznej w Chojnicach. Dokument ten jest publicznie dostępny w Biuletynie Informacji Publicznej. Biblioteka powinna pozostać instytucją pierwszego kontaktu z książką i czytelnictwem, ale jednocześnie pełnić rolę nowoczesnego centrum życia kulturalnego i edukacyjnego. Te dwa obszary nie stoją ze sobą w sprzeczności – przeciwnie, wzajemnie się uzupełniają. Zależy mi na tym, aby biblioteka była przestrzenią otwartą, funkcjonalną i odpowiadającą na realne potrzeby mieszkańców, zarówno w wymiarze tradycyjnego udostępniania zbiorów, jak i działań animujących kulturę, edukację oraz lokalną wspólnotę. Równocześnie chciałbym w naszej bibliotece wzmocnić komponent naukowy.
Czym biblioteka kieruje się podczas wzbogacenia zbiorów i czy czytelnicy mają na to wpływ? \
- Czytelnicy mają realny wpływ na proces wzbogacania zbiorów bibliotecznych. Rozbudowa kolekcji odbywa się w sposób systematyczny, a jednym z kluczowych kryteriów są potrzeby oraz zainteresowania użytkowników. Jeżeli pojawiają się zapytania o tytuły, których aktualnie nie posiadamy, odnotowujemy takie sygnały i – w miarę możliwości finansowych oraz dostępności wydawniczej – uwzględniamy je w planach zakupowych. Biblioteka jest instytucją publiczną, dlatego naturalnym punktem odniesienia pozostają oczekiwania czytelników oraz obserwacja rzeczywistych trendów czytelniczych. Staramy się zachować równowagę pomiędzy nowościami wydawniczymi, literaturą popularną, publikacjami naukowymi oraz pozycjami o charakterze edukacyjnym. Jeśli chodzi o statystyki, odnotowaliśmy niewielką korektę liczby czytelników, co wiąże się przede wszystkim z wdrożeniem systemu elektronicznego.
- Digitalizacja danych pozwoliła uporządkować ewidencję i wyeliminować nieaktywne konta, które wcześniej funkcjonowały w zestawieniach. Obecnie liczba zarejestrowanych użytkowników wynosi 5251, podczas gdy wcześniej było to 5444. Poziom wypożyczeń utrzymuje się natomiast na bardzo stabilnym poziomie. W ostatnim roku odnotowaliśmy 84 245 wypożyczeń, co w realiach zmieniających się form korzystania z treści – w tym rosnącej popularności audiobooków i zasobów cyfrowych – należy uznać za wynik satysfakcjonujący. Naszym celem pozostaje dalsze rozwijanie oferty w taki sposób, aby biblioteka pozostawała miejscem atrakcyjnym i funkcjonalnym dla różnych grup odbiorców.
Dziękuję bardzo.
- Dziękuję.
Adriana Góra

CHOJNICE.COM
© Copyright Chojnice.com 2016. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykonanie:
Portale internetowe