W niebieskiej poświacie niebieskiego prochowca Leonarda Cohena

Tak, Janusz Kasprowicz, lider duetu Yanistan (wraz ze Stanisławem Marinczenką) ma rację, nie ma to jak słuchanie muzyki na żywo, jak spotkanie się i wspólne przeżywanie emocji. Zwłaszcza gdy bohaterem wieczoru jest Cohen.

Koncert, który odbył się w Centrum Kultury Podziemia w Chojnicach, poświęcony był twórczości Leonarda Cohena.   |  fot. Fb. CKP

Wrocławscy muzycy i multiinstrumentaliści tym razem pojawili się w Chojnicach z kolegą – Bogdanem Bińczakiem, którego perkusyjne wsparcie bardzo się przydawało podczas ich nastrojowego koncertu w podziemiach kościoła gimnazjalnego. Na to wydarzenie zaprosiło stowarzyszenie Centrum Kultury Podziemia, we współpracy z Chojnickim Centrum Kultury i z Promocją Regionu Chojnickiego. Piwnica w podziemiach wypełniła się po brzegi, a niestety, jej możliwości są ograniczone i tłumy się tu nie zmieszczą. Wielu więc spóźnialskich pomstowało, że nie załapało się na bilet…

A warto było go mieć w garści. Co z tego, że najpiękniejsze piosenki Cohena znamy na pamięć, ba, nawet potrafimy je zanucić albo pomruczeć (było to słychać w czasie koncertu, gdy Janusz Kasprowicz zachęcał do aktywności w tym względzie), kiedy możemy ich słuchać do końca świata i jeden dzień dłużej. Tu większość była w języku polskim, co dało liderowi zespołu okazję do gawędy o tym, jak trudna jest sztuka przekładu czegoś, co jest poetycką piosenką, jak fajnie to robił Maciej Zembaty, a jak teraz wrocławianie jeżdżą do Słupska do prawosławnego księdza Macieja Synaka, który oprócz prowadzenia gabinetu stomatologicznego w wolnych chwilach rozbiera też wersy Cohenowych wierszy i tylko w jednym przypadku zastrajkował, ale pod wpływem gorących próśb dokończył tłumaczenie profetycznego utworu Cohena o przyszłości.

I też go usłyszeliśmy wieczorem. Kasprowicz w przerwach między jednym a drugim numerem opowiadał różne anegdoty, chwalił miejsce, klimat Chojnic (są tu po raz trzeci chyba), dziękował, że poetycka nisza ma tu fanów. Że ludzie chcą słuchać i być razem. Było też trochę żartów, od których najbardziej ucierpiał Bogdan Bińczak, ale spokojnie, panowie mieli to obgadane w kulisach… To był wieczór pełen wrażeń i emocji. Nie mogło zabraknąć bisu, a był to ukochany przez Kasprowicza Włodzimierz Wysocki.

Pieśniarz przypomniał, że legendarny bard prowadził ludzi na barykady w walce o wolność i demokrację i że dla Polaków w latach 70. był ikoną. Bez niego nie byłoby fenomenu Jacka Kaczmarskiego. No i „Narowiste konie”, wyśpiewane z charakterystyczną chrypką przez Kasprowicza wywołały gęsią skórkę. A potem było tylko zaproszenie na festiwale i wydarzenia, które organizuje Kasprowicz – w Szczelińcu czy Włodawie. Muzyk wyraził nadzieję, że nie jest to ostatni raz, gdy widzimy się w Chojnicach…I bardzo byśmy sobie tego życzyli! A za dziś dziękujemy! PS Przygotowanie koncertu to też zasługa członków stowarzyszenia – Łukasza Cisewskiego i Przemysława Woźniaka, który przedstawił artystów.

Fb. Centrum Kultury Podziemia