Radna twierdzi, że "standardem stało się uznawanie skarg za bezzasadne"

20 kwietnia podczas XXI sesji Rady Miejskiej w Chojnicach radna Marzenna Osowicka skierowała krytyczne uwagi pod adresem burmistrza oraz sposobu rozpatrywania spraw przez Komisję Skarg, Wniosków i Petycji.

Radna Osowicka stwierdziła, że standardem działania komisji stało się uznawanie niemal wszystkich skarg za bezzasadne, co jej zdaniem podważa sens istnienia tego gremium.   |  fot. TAF

- Miałam wątpliwą przyjemność uczestniczenia w posiedzeniu Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, gdzie rozpatrywane były skargi mieszkańców. Otóż właśnie nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że Komisja, ani Rada Miejska nie jest organem właściwym do rozpatrywania tych skarg, że organem właściwym jest pan burmistrz – zaczęła swoją wypowiedź radna. - Ale czegoś nie rozumiem, skoro mieszkanka swoją skargę na Komisję Komunalną skierowała do samego pana burmistrza, to po co ten cały ping - pong, że pan burmistrz odsyła skargę.

- Przewodniczący Rady Miejskiej w tym momencie zwrócił uwagę, iż to była skarga na Komisję Mieszkaniową, nie Komunalną. A więc dlaczego pan burmistrz przekazał tę skargę do rozpatrzenia Komisji, skoro jest tym organem władnym, w tym momencie ponownie Maciej Bonna dodał, że wpłynęły dwie skargi. Osobna wpłynęła na ręce burmistrza Miasta Chojnice, osobna wpłynęła do Biura Rady, Rady Miejskiej w Chojnicach na ręce przewodniczącego i przewodniczący zgodnie z zasadami przekazał tę skargę do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. Radna dodała, iż uważa, że to jest jednak zupełnie niepotrzebne, skoro pan burmistrz otrzymał to na swoje biura.

Ponownie głos zabrał przewodniczący RM dodając - Pani radna, ale ja, jako ciało organizacyjne pracy Rady nie czuję się w możliwościach zdecydowania o tym, czy jakieś pismo mieszkańca należy przekazać dalej, czy nie. Wpłynęła skarga i procedowanie i to nie jest przerywanie pani wypowiedzi a odpowiedź, dlaczego moje działania były takie, a nie inne, bo pani radna przedstawia błędny tok postępowania, który był, mówiąc, że Komisja dostała to pismo od burmistrza. Ja przekazałem to pismo do Komisji i czuję się winien z racji tego, że jako przewodniczący mogę zabrać głos w każdym momencie trwania sesji. Dlatego też czuję się winien sprostowania tego, ponieważ w tym momencie w przekazie publicznym idzie informacja, że skarga mieszkanki poszła do burmistrza i od burmistrza do Komisji, co nie jest stanem faktycznym i prawdą. Więc czuję się w obowiązku, żeby to sprostować - dodał.

- Dziękuję za wyjaśnienie, panie przewodniczący – kontynuowała radna. Była to bardzo istotna uwaga, ale powracam do mojego toku rozumowania. Otóż w tym momencie byliśmy niestety świadkami bardzo niesmacznej sytuacji, kiedy pomimo mieszkanka skarżąca pojawiła się na tej Komisji i na posiedzeniu tejże Komisji, nie został udzielony jej głos przez przewodniczącą panią Iwonę Skocką. Uważam, że elementarny szacunek dla mieszkańców naszego miasta i wymaga, że skoro już obywatel fatyguje się, ma tę odwagę, żeby poruszyć trudny problem, to godzien jest tego, żeby zostać wysłuchany.

- Niestety zachowanie pani przewodniczącej w kończeniu jakiejkolwiek dyskusji, wyjście i pozostawienie rzeczywiście sprawy bez możliwości zabrania głosu nie jest właściwym procedowaniem jakiejkolwiek skargi. Otóż uważam, że jest to brak powagi urzędu i lekceważenie mieszkańców. Ponadto kolega Sebastian Matthes dokonał sztorcowania pani, która przybyła na tę Komisję i która nagrywała przebieg Komisji, że zachowuje się niewłaściwie. No gdzie tutaj jest umocowanie prawne kolego Matthes, żeby zabraniać mieszkańcom czegoś tak po prostu naturalnego? Pani, która przybyła ze skargą chciała rzeczywiście udokumentować właśnie przebieg tej Komisji, a pan jej próbował wcisnąć, że ona tego prawa nie posiada. No więc proszę znaleźć nam podstawę prawną bądź jakiekolwiek wyjaśnienie, że zabrania się mieszkańcom właśnie takiej dokumentacji przebiegu. 

Jeszcze w trakcie sesji do słów radnej odniósł się Sebastian Matthes, zarzucając jej manipulację faktami. Wyjaśnił, że w trakcie posiedzenia komisji osobie, która przyszła ze skarżącą, zwrócił uwagę że przed nagrywaniem powinna poinformować o tym fakcie i jego wypowiedź nie dotyczyła samego faktu prowadzenia rejestracji posiedzenia przez osobę trzecią. Przypomniał, że radna sama nagrywała to posiedzenie i powinna sprawdzić dokładnie co jest na nagraniu.

Radna kontynuowała: - Przykre to jest, bo rzeczywiście proszę państwa na komisjach, na posiedzeniach Komisji Skarg, Wniosków i Petycji nie zdarzyło się jeszcze, żeby skarga mieszkańca została uwzględniona decyzjami przewodniczącej i samej Komisji, która podaje pod głosowania te wszystkie problemy i przekazanie, tak jak ostatnio, do właściwego organu. Natomiast większość jest uznawanych skarg za kompletnie bezzasadne i to pomimo dyskusji, która trwa,  gdzie przedstawiane są argumenty za tym, że mieszkaniec może mieć rację. Nie ma tego. Opinie prawne płynące z ratusza są takie, że mieszkańcy, ryby, dzieci nie mają prawa głosu. Bardzo przykra konstatacja. To jest w tym temacie. Reasumując, radna Osowicka zarzuciła komisji, że "standardem stało się uznawanie skarg za bezzasadne". Według radnej komisja nie bada spraw merytorycznie, lecz automatycznie broni decyzji burmistrza.

Drugi temat to kwestia problemu podniesionego przez Panią Dalecką, znowu ogromnie skrytykowaną przez Pana burmistrza. Otóż Pan burmistrz stwierdził, że Pani Dalecka zajmuje stanowisko pomocnicze, niewymagające wyższego wykształcenia, jak usłyszeliśmy. I tutaj Pan burmistrz się grubo myli, dlatego że Pani Dalecka zajmuje stanowisko sekretarza miasta, a więc... przepraszam, sekretarza szkoły. Tak, no walnęłam się. Zajmuje stanowisko sekretarza szkoły. Nie jest sekretarką. A więc takie od razu pytanie mi się nasuwa: czy Pan Robert Wajlonis, jako sekretarz miasta, także zajmuje stanowisko pomocnicze? No cóż, więc pytanie, czy Pan burmistrz świadomie, czy też z powodu braku wiedzy próbował wszystkich wprowadzić w błąd, w pewnym sensie deprecjonując Panią Mirosławę Dalecką?

- Kolejna rzecz. Pani Dalecka nie żąda podwyżki, tak jak nam to przedstawia Pan burmistrz. Pani Dalecka po prostu przedstawiła porównanie wynagrodzeń pracowników i udowodniła, że sekretarze szkół miejskich zarabiają mniej niż konserwatorzy w powiecie. Sam Pan burmistrz podał, że w gminie wiejskiej sekretarz w szkole, gdzie jest dwustu uczniów, zarabia powyżej pięciu tysięcy, pięć tysięcy, pięćset osiemdziesiąt trzy złote, a w mieście Chojnice, w szkole, gdzie jest dziewięciuset uczniów, Pani sekretarz szkoły zarabia pięć tysięcy trzysta dwadzieścia złotych. Więc porównanie wypada naprawdę, jako mocny argument i uważam, to jest moje zdanie, że pracownicy administracji szkół chojnickich są bardzo pokrzywdzeni i niesprawiedliwie potraktowani przez Pana burmistrza, który podejmuje decyzję o ich wynagrodzeniu. I dziwi mnie w ogóle, że Pan burmistrz podejmuje taki temat. Przecież ten temat jest przynależny głównie dyrektorowi Wydziału Edukacji i Kultury.

(red.)