Maciej Siembieda spotkał się z czytelnikami w MBP

Maciej Siembieda, autor książek historyczno-sensacyjnych, odwiedził Chojnice. Spotkanie z pisarzem odbyło się w środę, 29 kwietnia, w Bibliotece Miejskiej i zgromadziło około 50 osób.

Maciej Siembieda, jeden z najpopularniejszych polskich autorów powieści sensacyjnych spotkał się z czytelnikami w Chojnicach.   |  fot. TAF

Wśród publiczności zdecydowanie przeważały panie — było ich około 40 — choć nie zabrakło także kilku panów. Można było odnieść wrażenie, że część uczestniczek przyszła nie tylko na spotkanie z autorem, ale także z sympatii do Jakuba Kani, jednego z najważniejszych bohaterów jego powieści. Rozmowę z Maciejem Siembiedą prowadziła Anna Maria Zdrenka. Spotkanie trwało blisko dwie godziny i miało charakter spokojnej, ale bardzo żywej rozmowy o literaturze, pracy pisarskiej, inspiracjach, reportażu i historii.

Maciej Siembieda przez wiele lat pracował jako dziennikarz. W środowisku zasłynął przede wszystkim historyczno-sensacyjnymi reportażami. Jako powieściopisarz zadebiutował dopiero w wieku 56 lat, książką „444”, która rozpoczęła cykl o Jakubie Kani — prokuratorze IPN tropiącym tajemnice ukryte w historii. Jak sam mówił podczas spotkania, trochę „pozazdrościł” Danowi Brownowi, autorowi „Kodu da Vinci”, powieści historyczno-sensacyjnej pełnej zagadek, tajemnic i tropów prowadzących w przeszłość.

Do tej pory Maciej Siembieda wydał osiem powieści z Jakubem Kanią: „444”, „Miejsce i imię”, „Wotum”, „Kukły”, „Kołysanka”, „Orient”, „Sobowtór” oraz „Upiór”, wydany w tym roku. W dorobku pisarza znajduje się także thriller szpiegowski „Gambit” oraz historyczno-sensacyjna trylogia: „Katharsis”, „Nemezis” i „Kairos”. Duże zainteresowanie czytelników wzbudziła również powieść „Gołoborze”, wydana w 2025 roku, która została uhonorowana nagrodą O!Lśnienia 2026 w kategorii Literatura.

Ważną część spotkania zajęła rozmowa o Jakubie Kani. Siembieda opowiadał, że jego bohater jest w pewnym sensie zaprzeczeniem klasycznej postaci znanej z kryminałów. Jak ironizował pisarz, taki bohater zwykle „musi mieć za sobą trudną przeszłość, kłopoty z alkoholem, rozbity związek i dziecko chore na raka”. Tymczasem Jakub Kania miał być kimś innym — człowiekiem nieco nieporadnym, oszczędnie naszkicowanym, ale przyzwoitym. Z czasem jednak postać Jakuba Kani zaczęła się rozrastać. Siembieda przyznał, że pierwotnie miał na niego inny, skromniejszy pomysł, ale musiał go nieco rozwinąć, bo takie było „zapotrzebowanie przede wszystkim czytelniczek”.

Jak żartował, pisarze są w pewnym sensie „niewolnikami” swoich fanów. „Te panie wiedzą o Jakubie Kani więcej ode mnie. Tworzą grupy na Facebooku i dyskutują o nim na forach internetowych. Kania zaczął żyć własnym życiem” — mówił Maciej Siembieda. Autor opowiadał także o tym, skąd biorą się jego historie. Jak podkreślał, najczęściej rodzą się one z rozmów z ludźmi, dokumentów, archiwów i pozornie drobnych ciekawostek. „Zawsze miałem dar słuchania. Nigdy nie nagrywam rozmów, zawsze notuję” — mówił. Odniósł się również do swoich słynnych notesów z pomysłami, przyznając, że jeszcze coś się w nich znajdzie na kolejne książki.

Pisarz wspominał również, że wejście z reportażu do literatury pięknej wymagało od niego nauczenia się zupełnie nowego rzemiosła. Podczas spotkania nie zabrakło także rozmowy o czytaniu. Maciej Siembieda przyznał, że znajomość pisarskich schematów sprawia, iż lektura nie zawsze jest już dla niego tak beztroską przyjemnością jak dawniej. Dziś szybko widzi, jak zbudowana jest książka, gdzie autorowi szło gładko, a gdzie musiał „zszywać” historię na siłę. Mimo to podkreślił, że czytanie pozostaje jedną z największych przyjemności w życiu.

Autor mówił również o własnych książkach. Przyznał, że poprawił tylko jedną z nich — debiutancką „444”. Do pozostałych nie zamierza wracać, choć dziś dostrzega w nich pewne niedostatki. Za swoją ulubioną powieść uznaje „Miejsce i imię”. W rozmowie pojawiło się też „Gołoborze”, książka szczególnie osobista, bo — jak mówił Siembieda — związana z jego dzieciństwem i Górami Świętokrzyskimi. Autor podkreślał, że opisane w niej historie wydarzyły się naprawdę. To właśnie, jego zdaniem, bywa najbardziej poruszające: pisarz nie musi wymyślać najbardziej niezwykłych zdarzeń, bo one naprawdę się wydarzyły. Trzeba tylko umieć ich szukać — w archiwach, dokumentach i ludzkiej pamięci. Na zakończenie spotkania pisarz podpisywał książki przyniesione przez czytelników.

 (TAF)