Scrooge show, czyli premiera Szlangi

Uczestniczycie w wyścigu szczurów i codziennie stawiacie sobie jak najwyżej poprzeczkę, żeby nie wypaść z obiegu, być najlepszym i nie do zastąpienia? Idźcie na spektakl Grzegorza Szlangi. Wybije wam to z głowy.

Grzegorz Szlanga nie tylko spektakl wyreżyserował, ale zagrał w nim główną rolę.   |  fot. Maria Eichler

Reżyser wykorzystał moralitetową „Opowieść wigilijną” Dickensa, która cieszy wszystkich grzeszników, bo pokazuje, że nawet najbardziej zatwardziały z nich może w którymś momencie doznać iluminacji i zejść ze złej drogi. W życiu wiadomo, że tak gładko nie jest i raczej tabunu nawróconych się nie spotyka. Ba, pławienie się w niegodnych uczynkach dla co niektórych jest doskonałą receptą na to, by przeżyć w luksusach czas od narodzin do śmierci, a nieczyste sumienie to dla nich pestka.

Przenosiny w czasie

Główny bohater sztuki Szlangi (on jest autorem scenariusza) to Ebenezer Scrooge, wzięty prezenter telewizyjny, który non stop okupuje ekran, zachwalając to, co jest do kupienia, zwłaszcza po promocyjnej cenie. Reżyser, przenosząc akcję do czasów nam współczesnych, o czym świadczą m.in. takie rekwizyty, jak TV, smartfony, laptopy itp., osiągnął efekt dodatkowy, że bardziej nas to wszystko obchodzi. Szlanga odarł tekst z czułostkowości, jego bohater mówi momentami językiem ulicy i drugiego takiego cynika ze świecą szukać.

Ludzie to dla niego zbędne zawalidrogi. Swoją sekretarkę (Daria Kwiatkowska) ruga za byle co. Nie da przedstawicielowi dobroczynnej fundacji (Łukasz Sajnaj) ani grosza, bo jaki miałby w tym interes? Kobietę, z którą żyje (Agnieszka Schreiber - Gut), traktuje jak powietrze, nie ma dla niej ani czasu, ani czułości. Jej odejście też nie zrobi na nim wrażenia. Tak jak to, że urodzi mu ona córkę (Daria Kwiatkowska).

Scrooge wylewa co prawdę łzę na wieść o śmierci wspólnika Marleya (Sebastian Mrówczyński), ale za chwilę na wizji przechodzi bez problemu do przyjemniejszych wiadomości. Nie dziwimy się więc, że dla Scrooge’a święta Bożego Narodzenia to jedna wielka pomyłka. Życzenia na ten czas wprawiają go w zły humor, sam nikomu niczego nie życzy, bo jego relacje z ludźmi są instrumentalne. I dlatego jest sam jak palec.

Teatralnie i filmowo

Akcja rozgrywa się w dwóch przestrzeniach – tej realnej na scenie z żywymi aktorami i tej na ekranie (realizacja David McCool). Oba plany ze sobą korespondują, tyle że trochę martwo jest na scenie, gdy oglądamy projekcję  filmową. Ale sam pomysł znakomity. Pozwala nam lepiej poznać Scrooge’a  i tych, których skrzywdził. Jego metamorfoza to następstwo serii odwiedzin duchów, które uświadamiają mu, ile zła wyrządził i ilu ludzi przez niego cierpiało.

Kto by myślał, że jest tu wszystko bardzo serio i na wysokim „c”, ten jest w błędzie. Wiele scen ma wyraźnie komediową proweniencję, jak choćby już na wstępie agresywna filmowa czołówka z zapowiedzią, że jeśli ktoś ma słabe nerwy albo boi się duchów, ma jeszcze czas, by wyjść...Pękamy też ze śmiechu, gdy zjawa Panny Młodej wyciąga ...kij bejsbolowy – w wiadomym celu...Zabawnie wygląda również nagła zmiana zachowania Scrooge’a wobec jego sekretarki/córki. Ale jak, to najlepiej zobaczyć samemu.

No i jest też lirycznie. Scrooge jako dzieciak to samotnik, godzinami ślęczący przy kompie, nie chce z nikim się bawić, nie chce wyjść z domu...I w kontrze idylliczna wizja, jak mogłoby być, gdyby Scrooge wychowywał swoją córkę (urocza scena z parku 1000-lecia). Jest to świetnie zrobione i pozwala lepiej zrozumieć bohaterów.

Niewolnik w pracy

Warto się zastanowić nad związkiem pomiędzy tytułem spektaklu a głośnym filmem „Truman show”. Tam też mamy człowieka uwikłanego w tryby pewnej machiny, która nie pozwala mu po prostu żyć. Jego życie jest reżyserowane, liczą się słupki oglądalności i potrzeby widzów. Tu także istnieje domniemany system, który robi ze Scrooge’a niewolnika w pracy. Nawet jeśli on to kocha, to jest to miłość niszcząca.

Finałowy monolog Szlangi (Scrooge) uświadamia, że gonitwa non stop za pozornymi wartościami jest bez sensu. Życie, jakie wiedzie Scrooge, także, bo oddając się bez reszty pracy, nie nawiązując relacji z innymi ludźmi, zbyt wiele stracił. – Zróbcie coś z tym – apeluje Szlanga do widzów, namawiając ich do tego, by przyjrzeli się własnej egzystencji.  

I z tym przesłaniem wychodzimy z nowego budynku Chojnickiego Centrum Kultury tuż przed Bożym Narodzeniem i tuż przed końcem starego roku, który tradycyjnie zmusza do refleksji, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. PS W obsadzie ponadto Marta Chmara, Róża Stolp, Beata i Piotr Czapiewscy, Wiktoria Ringwelska oraz Alex McCool.

Tekst i fot. Maria Eichler

Zapisz

  1. 21 grudnia 2018  23:00   hehe...dobry kanał   Erni

    https://www.youtube.com/watch?v=XM-HJT8_esM

    1
    1
    Odpowiedz
  2. 21 grudnia 2018  22:26   Modern Educayshun   anonim

    https://www.youtube.com/watch?v=iKcWu0tsiZM

    1
    1
    Odpowiedz
  3. 21 grudnia 2018  22:22   Ten system trzyma cię za jaja   anonim

    https://www.youtube.com/watch?v=q-p2XUh4EQc

    1
    1
    Odpowiedz
  4. 21 grudnia 2018  20:59   Tylko w Polsce ściga się ...   anonim

    Tylko w Polsce ściga się artystów i co ciekawe za prawdę!

    1
    1
    Odpowiedz
  5. 21 grudnia 2018  18:29   To tyle w temacie wolności słowa....jakiś odzew? (2)   NoName

    Super widowisko....Grzegorzu i spółka....podejmijcie głębszy temat, niech inspiracją dla was będzie artysta "STOPA", którego chcą posadzić w więzieniu za prawde....https://www.cda.pl/video/267478292

    1
    1
    Pokaż/ukryj odpowiedzi
    Odpowiedz