Zgadzam sie...to obyczaj poganski
Na temat pochodzenia słowa kupała istnieje kilka hipotez. Pierwsza z nich wywodzi je z języka Wenedów, którzy sąsiadowali ze Słowianami i prawdopodobnie zostali przez nich wchłonięci. Ich język miał wykazywać pewne podobieństwo do łaciny (fonetyczne zestawienie Kupały i rzymskiego Cupido). Inna z kolei odwołuje się do indoeuropejskiego kump, które oznaczało zbiorowość, grupę (od niego właśnie pochodzą współczesne polskie słowa takie jak kupa, skupić). Miało to podkreślać zbiorowy, społeczny charakter tych obrzędów. Następna hipoteza związana jest z rzekomym słowiańskim bóstwem miłości i płodności – Kupałą. No i ostatnia, odnosząca się do rosyjskiej formy słowa kąpać. Związek obrzędów Nocy Świętojańskiej z kąpielą jest zresztą zapewne dość późny – w średniowieczu Kościół, który bezskutecznie walczył z pogańskimi, niemoralnymi zwyczajami, postanowił je zasymilować. Wtedy to ustanowiono Jana Chrzciciela patronem tego dnia. W tradycji chrześcijańskiej łączony jest on z ceremonią chrztu, który, szczególnie we wschodnich obrządkach, odbywa się poprzez rytualną kąpiel. Początkowo próbowano nawet przenieść Noc Kupały w okolice Zielonych Świątek, co jednak skończyło się niepowodzeniem i ustanowieniem wigilii św. Jana w dniu 23 czerwca (bliższym faktycznej daty letniego przesilenia, które ma miejsce zazwyczaj w nocy z 21 na 22 czerwca). Inna nazwa Nocy Świętojańskiej, czyli Sobótka (lub Sobótki) ma także związek z próbami wykorzenienia pogańskich tradycji przez chrześcijaństwo. Słowo to ukute przez Kościół i niosące z sobą negatywne konotacje, odnosi się do sabatu – zlotu czarownic i demonów. Pomimo starań duchowieństwa tradycja Nocy Świętojańskiej zdołała przetrwać, chociaż w zmienionej formie i z nałożoną na nią warstwą wierzeń i symboliki chrześcijańskiej. Po okresie zapomnienia pomiędzy XII a XV wiekiem, zaczęła odżywać na nowo w drugiej połowie XVI wieku (to z tego okresu pochodzi przecież Pieśń Świętojańska o Sobótce Jana Kochanowskiego). A jak obchodzono Kupalnockę? Zacznijmy od tego, że było to święto radosne. Odprawiane wówczas rytuały miały na celu zapewnienie poszczególnym uczestnikom zdrowia, a całej społeczności urodzajnych zbiorów. Ważnym elementem tych obrzędów był ogień i palenie ognisk, wokół których odbywały się tańce. Skoki przez płomienie miały oczyścić uczestników i chronić ich przed złymi mocami czy chorobą. Młode dziewczęta plotły wianki z kwiatów, umieszczały w nich płonące świece i puszczały je z nurtem wody. Na podstawie obserwacji płynących wianków wróżono szybkie zamążpójście, lub wprost przeciwnie – staropanieństwo. Kawalerowie próbowali wyławiać je z wody – był to sposób na kojarzenie par. Wiąże się to z bardzo ciekawym aspektem dawnej Nocy Kupały. Źródła historyczne wskazują bowiem, że w czasach przedchrześcijańskich święto miało charakter orgiastyczny i mogło być swoistym rytuałem inicjacji seksualnej. Nie bez kozery zatem nazywano je świętem miłości, a Kościół katolicki wydał mu walkę. Już w czasach po chrystianizacji Polski była to jedna z nielicznych okazji, kiedy młodzi ludzie obojga płci mogli udawać się wspólnie na spacer do lasu, nie wzbudzając tym zgorszenia ogółu. Podczas tych spacerów szukano wspólnie legendarnego kwiatu paproci – to kolejny ze zwyczajów związanych z Nocą Kupały. Jedna z teorii mówi, że ów magiczny, dający szczęście kwiat, mógł być kojarzony ze słowiańskim bogiem piorunów. W wierzeniach ludowych zwany jest on bowiem także perunowym kwiatem – burze i pioruny miały sprzyjać jego kwitnieniu. Ale wiele wskazuje na to, że legenda o kwiecie paproci to kulturowy import z terenów niesłowiańskich – podanie to spotykamy również we Francji czy Niemczech. Zresztą w Czechach, Rosji czy u bałkańskich święto Słowian przebiegało podobnie jak w Polsce – najważniejszymi elementami były ogień, skoki przez ognisko i wspólna przy nim zabawa. Echa dawnych obrzędów związanych z Nocą Świętojańską przetrwały do naszych czasów nie tylko w krajach słowiańskich. Nie inaczej rzecz się miała w krajach skandynawskich. W Szwecji jest to nawet oficjalne święto letniego przesilenia, zwane Midsommar, a obchodzone w weekend najbliższy 24 czerwca. W całym kraju odbywają się huczne festyny połączone z paleniem ognisk i tańcami. Podobnie jest na Łotwie, gdzie tamtejsze obchody Līgo (23 czerwca) i Jāņi (24 czerwca) zwane także Jāņu Nakts (Nocą Jana) mają charakter święta państwowego. Jak w innych częściach Europy nie może tam w tych dniach zabraknąć ogniska, a łotewską specyfiką jest spożywanie specjalnego sera z kminkiem i picie piwa, które w czasach przedchrześcijańskich uważano za napój bogów. W ostatnim czasie, prócz pozostałości Nocy Świętojańskiej w kulturach ludowych narodów europejskich, możemy równocześnie obserwować inne ciekawe zjawisko – próby autentycznego wskrzeszania obchodów tego święta przez rozmaite, coraz liczniejsze grupy neopogan z różnych zakątków naszego kontynentu. Po raz kolejny okazuje się, że Polacy nie gęsi, też swój język mają i, że cudze chwalicie, swego nie znacie. Może zamiast obchodzić anglosaskie Walentynki w chłodny, lutowy dzień, przywróćmy słowiańskie święto miłości i w piękny czerwcowy wieczór – jak nasi przodkowie – oddajmy się wszelakim swawolom w świetle ognisk?