
Pierwsze pytanie jest autorstwa Radka Sawickiego. Czy uważa pan, że gmina Chojnice zrobiła w efekcie finalnym dobry interes? Czy wychodzi pan z założenia, że nazwisko Kusznierewicz rekompensuje poniesione straty?
Bardzo mądre i trudne pytanie. Nie umiem odpowiedzieć jednoznacznie. Ten teren jest przepiękny. Szukaliśmy inwestorów od samego początku, gdy stał się własnością gminy. Pokazywaliśmy je dziesiątki razy różnym osobom i firmom. Także i tym chojnickim. Nie uruchamialiśmy procedury przetargowej w sytuacji, gdy nie było chętnych. Przed laty p.Kusznierewicz był wraz z dzisiejszym ministrem sportu Adamem Gierszem na otwarciu sezonu żeglarskiego w Charzykowych. Powiedział wtedy, że szuka miejsca na wioskę żeglarską podobną do tej, którą już miał w Giżycku. Prowadził ją z ówczesną partnerką życiową. Uznaliśmy wtedy, że to dobra propozycja. Pokazaliśmy jemu kilka możliwych lokalizacji dla niej przy różnych akwenach na terenie naszej gminy. Najbardziej do gustu przypadł teren nad jeziorem Karsińskim w Swornegaciach. Zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami ogłosiliśmy wtedy dwukrotnie przetargi na zbycie tzw. Psiej Góry w Swornegaciach. Nagłaśnialiśmy je w mediach, także ogólnopolskich. Dwa lata przed spotkaniem z Kusznierewiczem wystawiliśmy tę nieruchomość na specjalistycznych targach w Cannes. Zapłaciliśmy za to 6 tysięcy złotych. Oddźwięk był zerowy. Po tych nierozstrzygniętych przetargach zaczęliśmy rozmawiać z Mateuszem Kusznierewiczem. Jego pierwsza propozycja to był zakup na własność za 800 tys. zł. Nie wyraziliśmy na to zgody, zresztą odpowiednia uchwała Rady Gminy mówiła o sprzedaży na wieczyste użytkowanie.
Dlaczego nie chcieliście sprzedać Psiej Góry na własność?
- Był to strategiczny teren. Nie chcieliśmy stracić wpływu na proces inwestycyjny. Woleliśmy mieć zabezpieczenie przed nierealizowaniem terminów tego zadania. Zawsze mówiliśmy, że ten teren jest przeznaczony na cele turystyczne. Państwo Kusznierewiczowie przystali na nasze warunki realizacji inwestycji w określonym czasie.
Jak mógłby pan wyjaśnić rozbieżność pomiędzy datami realizacji poszczególnych etapów inwestycji zawartymi w protokole rokowań z 30.10.2003 i podanymi przez pana na sesji Rady Gminy w tym samym dniu, a tymi ujętymi w akcie notarialnym z 9.01.2004 roku?
Przed tą sesją spotkaliśmy się w Urzędzie Gminy na negocjacjach w sprawie warunków sprzedaży tego terenu. W protokole rokowań z 30.10.2003 był zapis, że powinien on wpłacić pierwszą zaliczkę do końca listopada. Po sesji okazało się, że ma on problemy z realizacją tego warunku. Poprosił nas o zmianę tego terminu na koniec grudnia 2003, a także o przesunięcie czasu realizacji wszystkich etapów inwestycji o rok. Sprawa ta stanęła na Kolegium Rady pod koniec listopada. Wniosek ten został przez nią pozytywnie zaopiniowany.
Z realizacją tych uzgodnień przez Mateusza Kusznierewicza dobrze nie było. Czym wg pana było to spowodowane?
Jego żona była menedżerką, zajmowała się marketingiem. On był i jest supersportowcem. Niestety, ale rozstali się. Mateusz Kusznierewicz wiedząc, że się rozwodzi, złożył nam następującą propozycję. Albo dostanie szansę przesunięcia terminów realizacji inwestycji, albo zwróci nam grunt za kwotę wcześniej wpłaconą. Stwierdziliśmy, że szkoda byłoby utracić takiego człowieka, taką promocję. W związku z tym radni jednomyślnie dali mu zgodę na nowe terminy realizacji wioski żeglarskiej. Internauci zarzucają mi, że dyskryminuję podmioty lokalne. Rozmawiałem z Andrzejem Skibą, właścicielami „Drobetu”, Renatą Kornowską i innymi przedsiębiorcami. Zachęcałem do współpracy z Mateuszem Kusznierewiczem. Nie byli zainteresowani, bądź mieli inne plany. Oczywiście najprościej byłoby po odzyskaniu tego terenu podzielić go na działki budowlane i zarobić 3 - 4 razy więcej. Wolimy jednak, aby tam powstał obiekt turystyczny, który da pracę wielu mieszkańcom naszej gminy i niezłe podatki. W tym czasie Mateusz Kusznierewicz miał już wspólnika. Był nim Andrzej Leman, prezes dużej firmy Węglostal. Sprawdziliśmy ją swoimi sposobami i uznaliśmy, że jest wiarygodna i warta zaufania. Wtedy też żeglarz zwrócił się do nas o przekształcenie wieczystego użytkowania w pełną własność. Odmówiliśmy, gdyż wtedy nie mielibyśmy żadnego wpływu na tę inwestycję. Nowy wspólnik jest zainteresowany wybudowaniem dodatkowo hotelu SPA. W tej chwili trwa, za pieniądze spółki Lamak, opracowywanie planu miejscowego, który uwzględniłby to. To, co do tej pory tam powstało, to na razie jest namiastka przyszłej inwestycji. Ciągle wierzę, że nowe terminy będą dotrzymane i obiekt stanie się dobrym ambasadorem regionu.
Jeden z komentatorów twierdzi, że firma Lamak zalega z płatnościami lokalnym podwykonawcom. Czy ci przedsiębiorcy byli u pana z prośbą o interwencję?
Nie byli u mnie, ale słyszałem o tych problemach. My nie mamy na to wpływu. Tak bywa.
Inny z internautów wspomniał, że na Psiej Górze gmina sprzedaje kolejny kawałek gruntu za wyższą cenę, niż słynnemu olimpijczykowi. Jak ta sprawa wygląda?
Internauci nie wszystko rozumieją bądź znają. O cenie działki decyduje przede wszystkim lokalizacja, uzbrojenie terenu, jego przeznaczenie. Ktoś mi zarzuca, że kupiłem za grosze działkę w centrum Charzykowa. Wraz z kosztami notarialnymi zapłaciłem za nią 4 lata temu 300 tys. złotych. Dziś można w moim oświadczeniu majątkowym przeczytać, że ma wartość ok. 400 tys. zł. Tamta działka w Swornegaciach leży 500 m przed gminną plażą. Jest w pełni uzbrojona. Ma wodę, kanalizację. W pobliżu jest trafostacja. Może być sprzedana na własność lub w wieczyste użytkowanie za 100 zł za 1 m2 wyłącznie na cele turystyczne. Natomiast teren Kusznierewicza leży ok. 1 km dalej. Dojazd do niego był możliwy po drodze gruntowej. Doprowadzona była wówczas jedynie woda i położony kolektor kanalizacyjny. Należało zbudować przepompownię ścieków i przyłącze energetyczne. Te uwarunkowania należy brać pod uwagę przy porównywaniu wartości obu działek.
Dziękuję za wyjaśnienia.
Rozmawiał (je)
odpowiedz