
Zdaniem Stanisława Kosidowskiego, prezesa zarządu PKS rywale nie mają jednakowych warunków do konkurowania. Bezpośrednim powodem konfliktu jest podpisane w grudniu porozumienie między miastem a gminą o zapewnieniu transportu zbiorowego przez MZK. Ale źródło konfliktu jest dużo głębsze. Dziś efekt jest taki, iż od 1 lutego PKS "wycina" z rozkładu jazdy kursy po gminie Chojnice. Natomiast dzisiaj (30.01.) wójt gminy Chojnice wraz ze starostą chojnickim wysłali listy do wojewody pomorskiego oraz urzędu marszałkowskiego, które informują o zaskakującej dla nich decyzji PKS.
- Zmiany w rozkładzie to odpowiedź na monopolistyczne działania pana wójta - wyjaśnia Kosidowski. - Nie uzgadniał z nami tego rozwiązania, nie zapraszał do współpracy. Uznaliśmy więc, ze skoro tak się stało, my nie jesteśmy dla wójta partnerem. Dlaczego więc interesuje go to, co my robimy?
Kosidowski też nie siedzi bezczynnie, kwestionuje porozumienie miasta i gminy z MZK w roli głównej. Złożył zażalenie do wojewody pomorskiego aby jego służby zbadały ewentualne wady prawne umowy między samorządami, chce także zawiadomić UOKIK.
Kto ma rację? Wójt gminy Chojnice Zbigniew Szczepański zapewnia, że porozumienie jest zawarte zgodnie z prawem. - Takie porozumienia funkcjonują już w kraju, choćby między Słupskiem a gminą Kobylnica - informuje wójt. - W tym kontekście decyzja PKS jest irracjonalna, małostkowa i nieekonomiczna. Jeśli ma do nas zastrzeżenia, powinien najpierw wykorzystać prawne możliwości zakwestionowania zapisów porozumienia. Umowa z miastem zabezpiecza bowiem dotychczasowy poziom usług świadczonych przez MZK.
Ten aspekt sprawy także kwestionuje Kosidowski.- Gmina przecież zmniejszyła ilość wozokilometrów z 370 do 300 tysięcy, przy zwiększonej kwocie dotacji. Z drugiej strony - miasto też zwiększyło dotowanie MZK o 300 tysięcy złotych. Sam prezes MZK Mieczysław Sabatowski przyznał, że spółka ma niską rentowność. Dziwię się więc, że obydwa samorządy podpisały umowę z taką firmą na 2012 rok, skoro na dodatek w grudniu anuluje się umowę dotyczącą 2011 roku.
W tym kontekście warto wrócić do historii sporu. W 2009 roku MZK wprowadziło kursy do większej niż dotychczas ilości gminnych miejscowości - tam, gdzie dotąd dojeżdżały autobusy PKS. W odpowiedzi na to PKS przerejestrował swą działalność do Brus. Nietrudno się domysleć, że burmistrzowi Chojnic ten ruch się nie spodobał, bo to oznaczało pewien uszczerbek w miejskim budżecie w udziale z podatków tej firmy. Sytuacja między spółkami zaostrzyła się jeszcze bardziej, gdy to PKS a nie MZK w 2010 roku wygrał przetarg na transport dzieci i młodzieży na terenie gminy Chojnice. W tej sytuacji samorządy miasta i gminy zwarły szyki opowiadając się za wspieraniem Miejskiego Zakładu Komunikacji.
Odbijanie piłeczki trwa a skutki tego swoistego ping - ponga będą odczuwać mieszkańcy gminy Chojnice. - PKS skazuje ich na izolację, skoro chce też zlikwidować przystanki - kwituje Szczepański .- To oznacza, że nasi mieszkańcy nie mogą wyjechać ze swoich miejscowości autobusami PKS do sąsiednich gmin. A to jest łamanie prawa. Poza tym rezygnując z gminnych pasażerów, PKS obniża rentowność tych połączeń. Tymczasem MZK oferuje nam tańsze przewozy, kursy mają lepsze skomunikowanie z miastem, np. ze szpitalem. Tego PKS nie zapewnia.
Gmina Chojnice jest i tak w komfortowej sytuacji, bo na jej obszarze póki co funkcjonują obydwaj przewoźnicy. Sąsiednie samorządy są "skazane" na PKS. W najbliższych dniach do starosty chojnickiego mają dotrzeć opinie władz poszczególnych gmin co do zmian w rozkładzie jazdy PKS. Z naszych informacji wynika, że wynik ma być remisowy - gminy Brusy i Czersk akceptują zmiany, miasto i gmina Chojnice - nie.
(ro)
odpowiedz