
Udzieli portalowił wywiadu na temat swej działalności w Radzie Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej, której był członkiem przez rok i jeden tydzień.
Z jakimi planami startował Pan w wyborach na członka RN?
Nie podobały mi się kierunki rozwoju SM pod poprzednimi władzami. W ogóle nie widziałem pracy RN, która jest organem powołanym do kontroli zarządu, działalności spółdzielni. Widząc tę falę krytyki i mając poparcie mieszkańców mojego osiedla, którzy zwrócili się do mnie z prośbą, abym kandydował, wziąłem udział w wyborach. Od samego początku byłem zwolennikiem dokładnego przyjrzenia się całej sytuacji, która ma miejsce w SM. Uważałem, i nadal uważam, że członkowie RN nie mają wiedzy i kompetencji, aby w sposób fachowy i rzetelny rozliczać poprzedników. Wniosek nie spotkał się z zainteresowaniem. Większość wolała wybierać ze swego grona członków tymczasowej komisji do zbadania nieprawidłowości, a także zaangażować do tego zadania komisję rewizyjną. Nie byłem ich członkiem. Te komisje napisały raport ze swej działalności. Potem poszły wnioski do prokuratury i organów ścigania. Z tego, co wiem, część postępowań została umorzona. To rozliczanie przeprowadzają ludzie niekompetentni, którzy nie mają uprawnień. Przekazałem tę opinię prawnikowi Rady Nadzorczej.
To Rada ma własnego prawnika?
Tak. Teraz jest taka sytuacja, że jest prawnik dla SM, i drugi prawnik dla RN. Oboje kosztują. Ile, nie wiem. Wracając do wniosku o audyt, to w końcu został przegłosowany w październiku 2009, po moich wielokrotnych wystąpieniach. Teraz okazało się, że audytor, któremu zlecono jego wykonanie, odmówił kontynuowania swej pracy. Nie znam przyczyn tej decyzji.
W rezygnacji stwierdza Pan, że nie zgadza się z kierunkami działań RN. Gdyby Pan kierował jej pracą, jak ona by wyglądala?
Przede wszystkim przestrzegałbym Statutu SM oraz właściwego prowadzenia obrad. Do dnia dzisiejszego nie ma sporządzonego sprawozdania finansowego za 2008 rok. Trwają przepychanki o to, kto jest, a kto nie, za to odpowiedzialny. Gdybym był przewodniczącym, to skierowałbym tę sprawę do postępowania karnego. Wcześniej przeprowadziłbym fachowy audyt, żeby zobaczyć, kto tu zawinił. Potem przedstawiłbym go Walnemu Zgromadzeniu i KRS-owi. Ten ostatni zresztą wiele razy już dopominał się o przedstawienie tego sprawozdania za 2008. Dopingowałbym zarząd i inne służby w SM, aby przedstawiły bilans za 2009 rok. Skądinąd wiem, że nie będzie możliwe dotrzymanie terminu wymaganego przez prawo, czyli do końca marca.
Nie odpowiadały Panu także notoryczne wybory i zmiany członków zarządu. Jak Pan głosował przy odwoływaniu z funkcji prezesa Damiana Pilackiego?
Byłem przeciw. Byłem nawet inicjatorem zaproszenia na to posiedzenie przedstawicieli mediów. Niestety, ale przewodniczący Rady nie zgodził się na to. Złożyłem też wniosek o odroczenie tego głosowania. Motywowałem to tym, że został on wybrany w drodze konkursu. Poza tym uzyskał votum zaufania na Walnym Zgromadzeniu w czerwcu 2009. Ważne było także to, że nie miał możliwości wykazania się swoimi osiągnięciami. Odziedziczył budżet w trakcie roku obrachunkowego. Należało poczekać na przygotowanie przez niego planu inwestycyjnego czy gospodarczego. Powinno się też zaprosić prezesa na posiedzenie RN, powiedzieć jemu, że ma taki to termin na złożenie sprawozdania ze swej działalności, przygotowania wyjaśnień, gdyż RN nie podoba się to czy tamto z działań prezesa. Tej możliwości Damian Pilacki nie miał. Był za to napisany na przysłowiowym kolanie porządek obrad z punktem o odwołaniu prezesa. Zarzuty tak naprawdę zostały wymyślone na poczekaniu. Taki styl działania, taką dyktaturę, uważam za coś nagannego. Nie zgadzam się z takim sprawowaniem swej funkcji przez Radę Nadzorczą nad zarządem. Przez ten miniony rok były nieustanne waśnie, konflikty, spory. Większość członków próbowała wnosić swój niekonstruktywny sprzeciw do działań Rady. Jej przewodniczący potrafił wkrótce po stwierdzeniu, że nie dopuści do tymczasowości w SM, powiedzieć, że proponuje wybrać na tymczasowego prezesa jednego z członków RN. Chyba nie na tym polega sprawowanie fachowego nadzoru nad działalnością Spółdzielni Mieszkaniowej.
Przewodniczący RN Henryk Mollin powiedział, że jest Pan ostatnią osobą, która powinna wypowiadać się na temat działalności Rady, gdyż miał Pan wyjątkową absencję. Czy zgadza się Pan z tą opinią?
Jest to nieprawda i pomówienie. Bardzo proszę o ujawnienie wszystkich list obecności za okres mojej pracy w RN. Przyznaję, że w lutym miałem problemy zdrowotne. Skutkowało to przełożeniem sesji egzaminacyjnej na studiach. Poza tym okresem uczestniczyłem w przeważającej większości posiedzeń Rady. Z analizy tych list wyjdzie, że są osoby, które notorycznie nie uczestniczyły w posiedzeniach. Takie zachowanie przewodniczącego uważam, że świadczy o braku merytorycznych argumentów w stosunku do uzasadnienia mojej rezygnacji.
Rozmawiał Jerzy Erdman
odpowiedz