
Jak doszło do wybuchu pierwszego w Chojnicach strajku?
Zalążkiem tych sierpniowych dni były wydarzenia z 1956, 1970 i 1976. Ludzie poczuli, że są coraz bardziej krzywdzeni przez ówczesną władzę. Gdy 14.08.1980 rozpoczęły się strajki na Wybrzeżu, utożsamialiśmy się z nimi i wspieraliśmy je duchowo. Rodził się wtedy u nas zamysł zrobienia strajku. Doszło do tego 25.08., gdy wystąpiliśmy z postulatami wobec dyrekcji. Chodziło w nich przede wszystkim o podwyżkę płac, o umożliwienie całej załodze korzystania z wczasów. Dostęp do nich wtedy miała tylko nieliczna grupa skupiona w strukturach PZPR-owskich. Były jeszcze i inne postulaty, głównie o charakterze socjalnym. Po uzyskaniu w drodze referendum akceptacji załogi, przystąpiliśmy do strajku okupacyjnego. Powstał komitet strajkowy, który rozpoczął negocjacje z dyrekcją zakładu. Asystentem dyrektora Jana Młynarza był I sekretarz KZ PZPR Zbigniew Śmigielski, który jednoznacznie był wrogo nastawiony do strajkujących.
Jakie były wasze kontakty z rodzinami, ze społeczeństwem Chojnic?
Rodziny dojeżdżały do nas autobusami komunikacji miejskiej, przywożąc żywność, materace, koce. Pomagały nam także osoby niezwiązane z Mostostalem. Rolnicy dostarczali nam żywność, pieczywo. Byliśmy przez nich, ale i nie tylko, odbierani jako ci, którzy dopominają się o prawa pracownicze, obywatelskie, społeczne.
Co Pan poczuł, gdy dowiedział się o podpisaniu Porozumień Sierpniowych?
W tym samym dniu, co w Szczecinie, czyli 30.08., również i u nas doszło do podpisania porozumienia pomiędzy dyrekcją i komitetem strajkowym. Tego też dnia strajk został zakończony. Jak wiadomo, dzień później podpisano porozumienie w Gdańsku. Muszę dodać, że cały czas mieliśmy dobry kontakt z MKS w Gdańsku. Pojechaliśmy tam, jako emisariusze, pierwszy raz 26.08. Mimo blokady drogowej w Czersku, jadąc inną drogą, przez Brusy, dojechaliśmy do Stoczni Gdańskiej. Został wtedy zarejestrowany nasz komitet strajkowy.
Czy popierały was inne chojnickie zakłady?
Trzeciego dnia strajku zaczęły do nas przyjeżdżać delegacje z takich zakładów. Jedne strajkowały, jak PKS Chojnice, Lokomotywownia czy oddział Transbud-u, inne pomagały nam na różne sposoby.
Jak ocenia Pan dokonania Polski po 1989 roku? Czy ten czas został dobrze wykorzystany?
Nie ulega dla mnie wątpliwości, że jest pewien niedosyt, że można było coś lepiej zrobić. Musimy sobie jedną rzecz powiedzieć. Polacy, jeśli jest już w czymś lepiej, to lubią wtedy psuć, to, co zrobiono. Pamiętam pierwsze wybory samorządowe w 1990, które w Chojnicach wygrała Solidarność. Muszę ze smutkiem powiedzieć, że zaraz potem zaczęły się tarcia i podziały. Zostało to do dziś, co mówię z zażenowaniem. Nie ma już liderów solidarnościowych z tamtych lat, nie tylko dlatego, że część z nich nie żyje. Właśnie ich najlepiej wspominam, czyli Romana Buczkowskiego, Stanisława Dembka czy Jurka Szulca. Ten ostatni był sztandarową postacią Solidarności, moim przyjacielem. Tamta koncepcja tworzenia Solidarności, niestety została zburzona przez grupę ludzi, którzy uzurpowali sobie prawo do tego, żeby było inaczej.
Zapewne „mostostalowska” organizacja NSZZ Solidarność także weźmie udział w obchodach rocznicy Sierpnia 80.
W dniu 25.08., czyli w rocznicę rozpoczęcia strajku w Mostostalu, odbędzie się uroczyste posiedzenie Komisji Zakładowej, której przewodniczę. Zaproszony na nią jest przewodniczący Zarządu Regionu w Gdańsku Krzysztof Dośla. Będzie także burmistrz Chojnic Arseniusz Finster oraz kierownik oddziału chojnickiego Solidarności Bogdan Tyloch. Wysłaliśmy też zaproszenia do przewodniczących wszystkich komisji zakładowych z terenu miasta. Początek o 13 w sali konferencyjnej Mostostalu. Wszystkich chojniczan zapraszamy w niedzielę 29.08. na 9.00 do Bazyliki Mniejszej. Odprawiona zostanie wtedy msza z okazji 30 rocznicy strajków w Mostostalu i innych chojnickich zakładach. Nasza delegacja z pocztem sztandarowym weźmie też udział w centralnych uroczystościach, które odbędą się 30 i 31.08. w Gdyni i Gdańsku.
rozmawiał (je)
odpowiedz