
Przed kilkoma dniami prezydent RP Bronisław Komorowski ogłosił termin wyborów, na 9 października. Dla kogo jest on korzystny?
- Z pewnością podwójnie zaskoczona jest Platforma Obywatelska. Optymalnym terminem wskazywanym przez tę partię był 23 października. Tym samym pan Komorowski dał sygnał, że jest prezydentem wszystkich Polaków a nie niewolnikiem jednej partii. Drugie zaskoczenie dotyczy jednodniowych wyborów. Wedle badań zleconych przez PO wynikało, że dwudniowe wybory sprzyjają jej lepszemu wynikowi. Ja uważam ten termin jako dobry - to końcówka lata, służy plenerowym prezentacjom kandydatów.
A jak termin wpłynie na kształt kampanii?
Będzie ona na pewno krótsza i oparta o bezpośrednie spotkania z wyborcami. My stawiamy na bezpośredni kontakt, nasi kandydaci pojawią się we wszystkich miastach w naszym okręgu wyborczym.
Jakie szanse widzi pan dla SLD w skali ogólnopolskiej i regionalnej?
- Po czterech latach doświadczeń w darciu kotów między PO a PiS daliśmy dowód na to, że jesteśmy odpowiedzialną formacją. Dwukrotnie już przejmowaliśmy rządy po prawicy. Ta mijająca kadencja parlamentu pokazała, że posłowie SLD są odpowiedzialnymi politykami, gwarantują spokój w sprawowaniu władzy, zajmą się sprawami gospodarczymi i społecznymi Polaków. A w pomorskiej skali - mamy już ustalone listy kandydatów do Sejmu i Senatu, które będą zatwierdzone w przyszłym tygodniu przez Radę Krajową SLD. Liczę, że wynik naszej partii pozwoli na wybranie do Sejmu przynajmniej kilku posłów i jednego bądź dwóch senatorów.
Skoro mowa o listach - kto w naszym województwie znajdzie się na ich czele?
- Jak już wspomniałem - oczekujemy tylko zatwierdzenia ich ze strony Rady Krajowej. W okręgu gdyńskim będę na 1 miejscu listy, na 2 - Dorota Gardias ceniony związkowiec a na 3 i 4 miejscu obecni radni sejmiku - Mariusz Falkowski z Gdyni i Piotr Gontarek z Lęborka. Listę w okręgu gdańskim miał otwierać profesor Longin Pastusiak, lecz z powodu kłopotów zdrowotnych żony zrezygnował z kandydowania. Jego miejsce na liście zajmie Małgorzata Ostrowska z Malborka a dalej Jerzy Śnieg z Kwidzyna. Na listach do Senatu pojawią się Tomasz Bojar Fijalkowski z Gdyni, Jarosław Szczukowski z Gdańska, dr Jan Sieńko ze Słupska i Remigiusz Łoś z Kościerzyny
Im bliżej tych wyborów, coraz więcej jest spekulowania odnośnie możliwych koalicji. Najnowsze doniesienia dotyczą mariażu PiS i PSL. Jak ocenia pan te rewelacje?
- Musimy poczekać na wyniki wyborów, arytmetyka wskaże, czy ta koalicja zyska wymaganą większość. My chcielibyśmy wygrać samodzielnie. Tym bardziej, że dwukrotnie po naszych rządach Polska zostawała w okresie wzrostu gospodarczego. Jeśli już mówić o koalicjach SLD z innymi partiami - byliśmy już w sojuszu z PSL. Jeśli PSL z PO nie uzyska większości, nie wykluczam naszej partii jako drugiego koalicjanta. Co do naszego mariażu z PiS, najdobitniej wyraził się w tej sprawie premier Miller, mówiąc, że nie nastąpi to nigdy.
- Chciałbym, by odniósł się Pan jeszcze do wczorajszej polemiki między premierem Tuskiem a polskimi europarlamentarzystami.
- Tak się złożyło, że w ubiegłym tygodniu brałem udział w ważnym spotkaniu w Sejmie dotyczącym naszej prezydencji. Dyskusja toczyła się z udziałem prof. Jerzego Buzka, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego i jego zastępcy a także szefów frakcji występujących w PE. Ze strony polskiej dyskutowali marszałkowie i wicemarszałkowie Sejmu i Senatu RP oraz szefowie klubów parlamentarnych. Każdy zaprezentował swoje stanowisko w sprawie priorytetów. Reprezentowałem na tym spotkaniu przewodniczącego Napieralskiego. Zaprezentowałem tam nasze spojrzenie. Szczególnie dotyczy ono wspólnej polityki rolnej i bezpieczeństwa energetycznego. Opowiadamy się za wyższymi dopłatami dla rolników i za referendum w sprawie budowy elektrowni jądrowych. Ale do meritum - dobrym obyczajem parlamentu jest to, że na szerszym forum, szczególnie PE, nasi przedstawiciele nie powinni wypowiadać kontrowersyjnych opinii dotyczących naszych wewnętrznych spraw. Premier Tusk zaprezentował tam nasze priorytety prezydencji i eurodeputowanych z innych krajów nie interesują np. wpisy na portalu antykomor.pl. Nasz wizerunek na zewnątrz powinien być spójny i pozytywny. Na szczęście sytuację naprawiła promocja kaszubskich truskawek - z pewnością lepszych od chorwackich. Ostatnio na Pomorzu przyjęła się nazwa TUSK-awki.
Dziękuję za rozmowę
(ro)
odpowiedz