
Bawić i radować oni się będą mimo codziennego utyskiwania. Co też przyniesie nam ten Nowy Rok? Myślę, iż mimo szczytnych deklaracji premiera o tym, jak kryzys nas się nie ima i jaki mamy dodatni wzrost gospodarczy - będzie dalej po staremu, tzn., że wcale nie trzeba wychodzić z domu żeby się pośmiać. Wystarczy włączyć obrady sejmu w telewizji i ból brzucha zapewniony. I bardzo dobrze, przecież od wieków wiadomo, że śmiech to zdrowie. Zależy tylko jeszcze, kto jakie ma poczucie humoru.
Nie dziwmy się jednak, że większości rodaków taka rozrywka nie bawi, wszak jakby chcieli oglądać małpy by poszli do zoo. Pozostaje nam u progu Nowego Roku wnieść optymizm. To budujące, iż każdy z nas może kształcić w sobie niepoprawny optymizm, bo czym że jest rzeczywistość jak nie zbiorem ocen naszych myśli. Tak, więc i nasze prababki znały wspaniały sekret „nie ma tego zległo, co by na dobre nie wyszło”, czy „Już gorzej być nie może, więc pozostaje się cieszyć, bo może być tylko lepiej“, to wszystko świadczy na korzyść teorii, iż życie każdego z nas usłane jest różami, a to jak po tym dywanie będziemy kroczyć, pozostanie słodkim sekretem indywidualności naszych osobowości. Oby tkwiąca w nas siła była katalizatorem sukcesów i realizacji marzeń, abyśmy potrafili dokonywać rzeczy, jakich zapragnie serce, byśmy potrafili wysnuwać radość z umiejętności rozwiązywania problemów i by życie cieszyło nas każdego dnia, bo przecież każdy z nadchodzących dni Nowego Roku jest jedynym i nigdy się nie powtórzy.
Nie należy mniemać, że ustanie gonienie za dobrami doczesnymi, co powoduje, że urealniamy jedynie potrzebę posiadania. Jest to być może potrzeba podstawowa, ale nie najważniejsza. Nie można przecież równocześnie spać w czterech łóżkach (nawet wodnych) czy też jeździć dwoma samochodami naraz. Posiadanie majątku być może przysporzy nam popularności, lecz jakże krótkiej i ulotnej. Chęć posiadania cechuje w gruncie rzeczy postawy egoistyczne. Na podsumowanie moich rozważań pragnę przytoczyć pewną myśl: „exegi monumentum aere perennius”. Jest to cytat z „Ody” Horacego i znaczy „postawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiży”. Godny wspomnienia wydaje mi się także pewną sentencję: „Abiit, non obiit”. Znaczy on dosłownie „odszedł, ale pamięć po nim pozostała”. Od nas samych zależy, jaka to będzie pamięć: ulotna i krótkotrwała, która runie wraz z naszym gmachem dóbr doczesnych, czy też taka, która pokona czas i gościć będzie w ludzkich sercach oraz umysłach. Jakoś nie bardzo przemawiają mi wszystkie deklaracje składane na okoliczność Nowego Roku. No bo tak naprawdę, zmiany w przyzwyczajeniach, złych nawykach, czyli poprawę charakteru można dokonywać (przynajmniej usiłować) w każdej chwili, nie tylko na nowy rok. Można to robić z okazji urodzin, imienin swoich jak i bliskich, jak na przykład: bijący żonę powinien w dniu jej święta obiecać sobie (a może jednak lepiej jej), że już więcej bić jej nie będzie. Pal licho, jeśli mówimy tylko o tych drobnych, niewiele znaczących, czyli nieszkodliwych społecznie, ale kłamstwa „ludzi trzymających władzę” to już monstrualne przekręty. Tym, to żadne noworoczne przyrzeczenia nie pomogą, bo i w Sejmie nijak uporać się z nimi nie potrafią. Ale, o czym tu mówić, gdy nawet krystaliczni do tej pory ludzie (tak przynajmniej sądziliśmy), pomnikowe postaci minionego etosu walki z komuną, są osobami, co najmniej dwuznacznymi i ufać im już więcej nie sposób. Czy zatem będzie lepiej? Wiara w lepsze jutro nikomu jeszcze nie zaszkodziła... Do siego Roku…
(t)
odpowiedz