
Z pewnością nikt nie spodziewał się, że Chojniczanka w pół godziny da sobie wbić aż trzy gole. Przy dwóch z nich znów zawiodło krycie i rywale uwolnili się spod opieki naszych zawodników, strzelając dwa gole po stałych fragmentach gry. Niektórzy kibice na trybunach zaczęli się już zastanawiać, czy to oby nie gra przeciwko... trenerowi Grzegorzowi Kapicy. Po końcowym wyniku tezę można chyba wyrzucić do śmietnika.
A trener Kapica w 30 minucie w swoim stylu … zaskoczył wszystkich, albo przynajmniej wielu. Przy stanie 0:3 zdjął z boiska nie obrońców, a ofensywnych piłkarzy (Posmyk i Kaźmierowski) oraz Szczepana. Tu trzeba podkreślić fatalne zachowanie Szymona Kaźmierowskiego, który gdy dowiedział się, że schodzi z boiska na środku boiska zdjął i rzucił na ziemię opaskę kapitana, którą dwie minuty wcześniej przejął od Pawła Posmyka. Niestety, ale takiego zachowania działacze nie mogą zostawić bez konsekwencji. W przerwie zapytaliśmy Kaźmierowskiego, czemu to zrobił. - Puściły mi nerwy, nie wytrzymałem, że muszę zejść z boiska w 30 minucie – odpowiedział.
Tym razem trenera Kapicę usprawiedliwia wynik, bo zastępcy Pieczara, Trojanowski i Parzy oraz od 46 minuty Liegienza spisali się świetnie i mieli spory udział w ostatecznej wygranej. Podobnie jak Kaźmierowskiemu nerwy puściły też wielu kibicom, którzy zaczęli wyzywać swoich zawodników oraz trenera (delikatna wersja to Kapica kaplica) i … wyszli ze stadionu. Na szczęście większość została, choć tych, którzy wierzyli jeszcze w dobry wynik, można byłoby policzyć na palcach jednej ręki. Jeśli już o kibicach mowa, to wielki plus dla „sektora C”, za wiarę, doping do końca, za co po meczu piłkarze Chojniczanki im dziękowali. Brawa też w końcu dla kibiców z tzw. „prostej” pod spikerką i z sektorów bliżej budynku klubowego, którzy w końcu potrafili po meczu zostać i oklaskami podziękować piłkarzom za walkę.
Na koniec jeszcze o zachowaniu działaczy Chojniczanki i trenera Leszka Szanka. Niektórzy kibice wypominają, że zachowali się źle, ciesząc się w taki sposób (widać na materiale wideo) z wygranej. A ja bym się nie czepiał. 90 minut targały nimi – jak i kibicami – spore emocje i pewnie bliscy byli zawału serca. Po meczu odetchnęli z ulgą i prezes Polasik, wiceprezes Klauzo, jak i trener Szank wbiegli na murawę i cieszyli się z wygranej. Nie udawali, tylko rzeczywiście byli szczęśliwi. No a w tej euforii wszyscy zapomnieliśmy, że był to tylko mecz z najsłabszą drużyną ligi...
P.s: Plus dla klubu seniora Chojniczanki i szefa Tadeusza Stencla, którzy pamiętają o „starych” piłkarzach Chojniczanki i po raz kolejny ich uhonorowali. Tym razem w 40 rocznicę pokonania Zagłębia Sosnowiec w Pucharze Polski. To miło, że ci panowie, którzy wtedy ograli Zagłębie, mogli pokazać się młodszym kibicom, którzy znają ich tylko z historii. Takich gestów brakowało wcześniej, m.in. podczas jubileuszu 80 - lecia klubu, gdzie mam wrażenie, kompletnie zapomniano o prawdziwych bohaterach Chojniczanki.
Olek Knitter

odpowiedz