Kolorowe ... nie tylko jajeczka

Przed każdymi świętami, na przełomie lat 70 i 80 minionego już wieku, wchodząc do sklepu spożywczego kierowaliśmy się przede wszystkim instynktem przetrwania.

Barwniki nadają kolor artykułom żywnościowym. Jeśli coś zachęcająco i apetycznie wygląda, chętniej po to sięgamy. Jednak kupujmy z rozsądkiem i rozwagą artykuły spożywcze.   |  fot. amoils.com

Nie było wtedy ważne, czy towar zapakowany był w szarą papierową torebkę czy tandetną folię. Najważniejsze, że po kilkugodzinnym oczekiwaniu w kolejce, przepychankach i utarczkach słownych, udało się wreszcie „wyrwać” kostkę margaryny, kilogram cukru czy paczkę kawy. O tym oczywiście nie wszyscy pamiętają!
     
A jak jest dzisiaj ?

Dzisiaj przekraczając próg hipermarketu wita nas magia otaczających kolorów. Producenci żywności prześcigają się nie tylko w uatrakcyjnianiu opakowań, ale także samych produktów. Doskonale wiedzą, że im bardziej pobudzą naszą wyobraźnię i zagrają na emocjach, tym lepiej zasilą budżet swojej firmy. Istnieje powszechne przekonanie, że im kolor danego produktu spożywczego jest bardziej jaskrawy, tym jego wartość odżywcza jest większa.

Niestety umiejętne zabarwianie żywności wprowadza konsumenta w błąd i utrwala w nim błędne nawyki żywieniowe. Problem ten szczególnie dotyczy dzieci. Barwienie żywności pozwala w doskonały sposób upodobnić sztuczny produkt do jego naturalnego odpowiednika, a niekiedy nawet ukryć cechy zepsucia towaru. W rzeczywistości, im produkt bardziej kolorowy tym jego walory odżywcze niższe.
     
Wędrując ostatnio po naszych chojnickich hipermarketach przekonałam się, że np. zwykły kisiel wiśniowy, który po zalaniu wrzątkiem nabiera jaskrawo czerwonego koloru, jak owoc z drzewa, a smakiem przypomina pyszne soczyste wisionki, jest tak naprawdę wyrafinowaną grą substancji aromatyzujących i sztucznych barwników. Poza walorami smakowymi, produkt ten nie wnosi do naszego organizmu niczego wartościowego. Podobnie ma się sprawa z wszelkiego typu „5 minutowymi” wynalazkami.

A tak naprawdę, zarówno z technologicznego jak i zdrowotnego punktu widzenia barwienie żywności środkami syntetycznymi nie jest konieczne. Istnieje bowiem szereg barwników naturalnych, które świat przyrody potrafi wyprodukować. Choćby takie jak karotenoidy, chlorofil czy antocyjany.
No, ale szkopuł w tym, że choć o wiele łatwiej jest uzyskać naturalnie barwną potrawę czy produkt we własnej kuchni, aniżeli w przemysłowym zakładzie, to niestety większość z nas woli tzw. „gotowce”.

I choć wraz z postępem badań nad żywnością coraz częściej docierają do nas sygnały o szkodliwości wielu barwników, wolimy dla przykładu jajka wielkanocne barwione tzw. barwnikami syntetycznymi. A przecież, by zabarwić je na kolor rudy, czy brązowy wystarczy ugotować je w łupinach cebuli. Żółto-złoty kolor uzyskamy mocząc je w wywarze z kory młodej jabłonki. Zielone staną się po ugotowaniu ich w wodzie, w której gotował się szczypiorek lub świeża trawa; brunatne – kiedy będą moczone w wywarze z kory dębu lub olchy; różowe po ugotowaniu w soku z buraków; niebieskie zaś w liściach modrej kapusty, a fioletowe w soku z jagód (więcej na ten temat na stronie www.geminichojnice.pl)  
     
Czy to naprawdę jest takie trudne ?  Na pewno nie, ale wymaga trochę zabiegów i wyobraźni. Także wielkanocne mazurki nie muszą być dekorowane jaskrawymi ozdobami (będzie ich już wkrótce w naszych sklepach wiele), które zawierają szereg niebezpiecznych bądź podejrzanych syntetycznych barwników, takich jak np.: E 122 –azorubina, E 124 – czerwień koszenilowa i parę innych.

Warto pamiętać, że spożywanie produktów naszpikowanych takimi syntetycznymi barwnikami nie musi przynosić natychmiastowych działań ubocznych, lecz może je ujawnić dopiero w późnych latach życia lub wpłynąć ujemnie na zdrowie przyszłych pokoleń.  Ograniczenie tego typu żywności na pewno wpłynie korzystnie na stan naszego zdrowia. Już w 1936 roku dowiedziono bowiem, że barwniki zawierające w swoim składzie tzw. grupy azowe mogą ulegać niekorzystnym przemianom do związków wykazujących właściwości nowotworowe.     

Ozdabiajmy więc wielkanocne mazurki i wszystkie inne ciasta tradycyjnie
– orzechami, migdałami, kandyzowanymi owocami, własnoręcznie przygotowaną masą marcepanową lub polewą czekoladową, itp. Także wielkanocne „baby” nie powinny być ozdabiane różowym lukrem z hipermarketu, który może zawierać zarówno niebezpieczny dwutlenek tytanu, jak i czerwień Allura. Tradycyjny własnoręcznie przygotowany lukier przyozdobi je najpiękniej.

Życzę zdrowia i wiosennych wrażeń Wielkanocnych!


Sabina Budkiewicz

Zapisz

  1. 19 marca 2016  17:43   Za komuny nie było nic, ...   anonim

    Za komuny nie było nic, zaklady pracy, szkoly przedszkola osiedla powstały dzięki samowytworzeniu, ludzie, kto wam tak mozgi o ile je macie wyprał?

    0
    0
    Odpowiedz
  2. 19 marca 2016  17:18   prawda za komuny nic nie ... (1)   anonim

    prawda za komuny nic nie było, nie była ani komuny. ile płacono w aptece za lekarstwa na recepty? do 30 %. Jeśli jechało się z skierowaniem do specjalisty np do Bydgoszczy to otrzymywało się zwrot. sanatoria były bezpłatne wraz z podróżną. tak komuna dbała o zdrowie.

    0
    0
    Pokaż/ukryj odpowiedzi
    Odpowiedz
    • 19 marca 2016  17:41   Dokladnie w przychodni w ...   anonim

      Dokladnie w przychodni w Chojnicach najdłużej czekalo się na zabieg do chirurga bo aż do 13 a niekiedy zdarzylo mi sie do 14-tej ale tego samego dnia, a nie za 3 czy 6 m-cy

      0
      0
  3. 19 marca 2016  16:16   Do Seniora (1)   Sabina Budkiewicz

    Podejrzewam, że zaskoczę Pana, bo ja mam ... 63 lata (sic!) i doskonale pamiętam te wijące się kolejki - choćby za np. ... szarym papierem toaletowym, tabliczką "czekoladopodobną", herbatą "Ulung", kawą "Super", etc., etc. No i pamiętam pana "X" pracującego w Zakładach Mięsnych, który "na czarno" sprzedawał przepyszną gotowaną szynkę w siateczce. Skąd ją miał ? - mogę się tylko domyślać. A w okolicy Bramy Człuchowskiej był taki sklep ... komercyjny. Co pod tym określeniem się kryje na pewno pamiętają moi rówieśnicy i nie tylko. A margaryna i cukier naprawdę były produktami deficytowymi. Jednak przyznaję Panu rację, że "w święta u ludzi aż się stoły uginały od potraw" ! Polacy zawsze byli "zapobiegliwi" i w tamtych latach nadmiarem jakichkolwiek produktów nawet "handlowali". Ale proszę nie przeceniać wartości octu spirytusowego, bo on ani wtedy ani dziś nie należy do zdrowych. I na pewno nie ma żadnej "cudownej mocy". W tamtych latach przez pewien czas mieszkałam w Szwecji i nie mogłam zrozumieć dlaczego na każdej stacji benzynowej (również na dalekiej północy lub w schronisku górskim)w każdej toalecie wiszą sobie sympatyczne kolorowe rolki toaletowego papieru. Natomiast w tzw. sklepach lub stoiskach mięsnych wędliny są paskudnie pomarańczowe i ... wcale nie pachną. No i przekonałam się dlaczego tak jest, w momencie kiedy przystąpiliśmy do UE. Zanim to nastąpiło mieliśmy stosunkowo restrykcyjne normy dotyczące produkowanej żywności (jeśli dobrze pamiętam, to ilość tzw. dodatkowych substancji - dopuszczonych do jej produkcji wynosiła niewiele ponad 400). W momencie przystąpienia do UE ilość ta wzrosła do ok. 1500 ! No i zaczęła się tzw. "wolna amerykanka". Mamy więc obecnie żywność przechemizowaną i daleko odbiegającą od tej wcześniejszej, bardziej naturalnej. W przeciwieństwie do "Chojniczanina", problemu zdrowotnego żywności nie mam "w głębokim poważaniu". Przeraża mnie wręcz niska świadomość żywieniowa większości moich pacjentów i "zachwyt" nad żywnością łatwą i przyjemną w przygotowaniu - czyli wysoko przetworzoną przemysłowo.

    0
    0
    Pokaż/ukryj odpowiedzi
    Odpowiedz
    • 19 marca 2016  17:40   Rozumiem, że piszesz o ...   anonim

      Rozumiem, że piszesz o końcówce lat 70 i 80, a PRL był od 1945 r. To ze jedzenie w PRLu było zdrowe dzięki Polskim Normom, które zostały zniesione w 1992 r i nastąpiła wolna amerykanka, sklepy komercyjne powstały w 1976 r i były dostępne dla każdego, kto chcial to w nich kupował i nikt do tego nie zmuszal.

      0
      0
  4. 19 marca 2016  16:04   Zapytajcie 50 - 60 latków, ...   anonim

    Zapytajcie 50 - 60 latków, czy w mlodości byli niedożywieni? Pogieło was ze stwierdzeniem, że w PRLu ludzie cierpieli głód? Tak cierpieli, że jak matka przyszła z wywiadówki to mówiła, że nauczycielka się skarżyla, że dzieci pod lawkami zostawiają śniadania, bo z serem nie będą jeść. Taka była biedą, że ja sąsiadce jako chłopak latałem do sklepu rzeżnickiego u Swiniarskiego na ul. Swierczewskiego, po kości i kaszankę dla psa, młodzi mogą nie wiedzieć, że w sklepach bez problemu można było kupić ser, dorsze wędzone, jak niektórzy gadali "nie jedz dorsze bo są gorsze" konserwy z ZM czy rybnych w smaku były niepowtarzalne, dziś już nikt takich pełnowartościowych nie robi, nie było holdingów i obcych kapitałów a w sprzedaży były rodzime slodycze, smoczki, sputniki, raczki, krowki, tabliczki mleczne, cukierki i dziesiątki innych słodkości, zaczeło się pieprzyć pod koniec lat siedemdziesiątych a w szczególności, kiedy do glosu zaczela dochodzic Solidarność.

    0
    0
    Odpowiedz
  5. 19 marca 2016  14:34   do Chojniczanki   Też Chojniczanin

    Ja też jestem po 60-tce i pamiętam te kolejki za wszystkim,a po zakupach zaraz handlowano tym co dostali zaraz po kupnie nie wychodząc ze sklepów sprzedawali po paskarskich cenach nawet w sklepie.Ja też pamiętam że w domach wszystko było niektórzy nawet mieli po kilka zamrażarek w domu i w piwnicy w blokach.Moi rodzice pracowali i krewni też i nie w handlu i na Święta zawsze było wszystko bo się starali i nie wyciągali łapy jak teraz po wszystko od państwa.Za tak zwanej komuny nie było bezdomnych i takich meneli co się widzi każdego dnia w mieście.Trzeba przyznać rację"SENIOROWI"Wiele można by było pisać na ten temat ale teraz ja to wszystko już mam w głębokim poważaniu.

    0
    0
    Odpowiedz
  6. 19 marca 2016  06:06   PANI SABINO, MAM 60 LAT I NIE ... (2)   SENIOR

    PANI SABINO, MAM 60 LAT I NIE PRZYPOMINAM SOBIE, ABYM MUSIAŁ JA CZY KTOKOLWIEK Z RODZINY STAC KILKA GODZIN W KOLEJCE, ABY KUPIC MARGARYNE CZY CUKIER. O JAKIM INSTYKCIE PRZETRWANIA PANI WSPOMINA? BO TO SIĘ JUŻ SMIESZNE ROBI, TO PRANIE MOZGOW, ZE W PRL NIE BYLO JEDZENIA, A LUDZIE O NIE WALCZYLI? SKORO TAK BYLO JAK PANI NAPISALA ,TO DLACZEGO W SWIETA U LUDZI AZ SIE STOLY UGINALY OD POTRAW, MIMO ZE RZEKOMO NIC NIE BYLO? NO ZGADZAM SIE ZE NIE BYLO CHEMII NA TAK WIELKA SKALE, ALE LUDZIE NIE BYLI W CIEMIE BICI I NAUCZENI ZAPOBIEGLIWOSCI MIELI TYCH PRODUKTOW AZ NADTO, A NIEKTORZY TO NAWET NIMI HANDLOWALI, ZALUJE ZE NIE MA TEGO CUDOWNEGO OCTU, KTORY MIAL KROLOWAC W SKLEPACH, ZAISTE MUSIAL MIEC CUDOWNA MOC, SKORO NA ZDJECIACH Z PRLU LUDZIE SA DOBRZE ODZYWIENI, USMIECHNIECI I BARDZIEJ EMPATYCZNI NIZ DZISIAJ, SZKODA ZE ZNIKNAL, BO DZIS ZABOPBIEGLBY CHOCIAZ NIEDOZYWIENIU DZIECI CZY SŁUŻYŁ RODZINOM O NISKICH DOCHODACH. POZDRAWIAM

    0
    0
    Pokaż/ukryj odpowiedzi
    Odpowiedz
    • 19 marca 2016  16:06   Stali w kolejkach w latach ...   anonim

      Stali w kolejkach w latach 80- tych a PRL to nie tylko lata 80 ale znacznie wczesniej, może jakieś przepychanki były bo nie wszyscy byli kulturalni

      0
      0
    • 19 marca 2016  13:28   do senior   Chojniczanka

      ja mam50 lat i pamiętam ,że trzeba było stać w kolejkach ,a pan czy pani nie pamięta no może pracowało się w sklepie ,albo w magazynie spożywczym to to zmienia temat lub ktoś z rodziny i nie przesadzajmy że nie było kolejek , przepychanek itd,,!!!!!!

      0
      0