
Spotkanie zostało zorganizowane w herbaciarni Kredenz a zainteresowanie było spore, pytania mnożyły się a burmistrz praktycznie żadnego z nich nie pozostawił bez odpowiedzi. Pierwsze z nich nie dotyczyło jednak sfery władzy, lecz ... rzadko spotykanego imienia. - Moja mam znalazła je w czasopiśmie "Przyjaciółka" w rubryce dotyczącej imon. Jego znaczenie zgadza się z moim charakterem, to imię cechuje wigor, energię. A gdybym urodził się dziewczyną, byłbym Dagmarą.
Jak widział Chojnice w 1998 roku, gdy zdobywał władzę?
- Pierwsza kadencja była najtrudniejsza, bo urząd burmistrza był wówczas emanacją sił politycznych. Próbowałem stworzyć koalicję z radnymi AWS i SLD, ale nie udało się. Było też trudniej, bo decyzje wydawał Zarząd Miasta, te kolegialne rozmowy były nieraz trudne. Późniejsze kadencje były łatwiejsze. Rada dała mi możliwość działania. Zaczęliśmy od dbałości o czystość i od Starego Rynku. Równolegle zrealizowaliśmy wielką i ważną inwestycję ,jaką była modernizacja oczyszczalni ścieków. A nadrzędnym celem było zaprzeczenie ówczesnym słowom Wojciecha Libery, że staniemy się w nowym województwie czerwoną latarnię. Zadbaliśmy o odpowiednią role Chojnic w Pomorskiem. Pomocna w tym była oferta wspólnych inwestycji w systemie "złotówka za złotówkę".
Kilka pytań dotyczyła sprawa sąsiedztwa z gminą Chojnice.
- Nasza współpraca od początku układała się lepiej, niż za kadencji burmistrza Gąsiorowskiego. Zadrą okazała się kwestia ulokowania galerii handlowej w Pawłówku. - Do tej pory ufaliśmy sobie, działaliśmy wspólnie w przestrzeni publicznej. Sądziłem, że będę dowiadywał się o wszystkich zamierzeniach sąsiada. Ale mimo tego jesteśmy skazani na współpracę. To jak kłótnia braci - nawet poróżnieni pozostają rodziną. Działamy razem w zakresie transportu, wspólnie walczymy o uratowanie Strugi Jarcewskiej. Ta zadra pozostanie, wójt wtedy mnie zawiódł. Ja proponowałem połączenie miasta i gminy, wójt Szczepański uznał to za zamach na suwerenność gminy.
W toku rozmowy okazało się, że losy burmistrza i wójta złączyły w... szpitalnym łóżku. - Trafiliśmy w krótkim odstępie czasu na to samo łóżko na kardiologii w szpitalu. Kto wie, może lekarze kardiologii sprawili, że serca obu włodarzy będą bić w podobnym rytmie? Ale wróćmy do spotkania.
Arseniusz Finster ocenił też swe dotychczasowe działania. Do największych sukcesów zaliczył budowę obwodnicy, realizację programów wyborczych z poszczególnych kadencji, wreszcie - we własnym wnętrzu - że ciągle mu się chce być burmistrzem. - Jeśli wypełnię założenia programu 2014, to będę ponownie kandydował. Nie zapomniał też o błędach. Do największych zaliczył niezrealizowanie partnerstwa publiczno - prywatnego dotyczącego mariażu centrum kultury i galerii handlowej, 19 - procentowe bezrobocie w mieście i wspomniany już niepotrzebny konflikt z wójtem Zbigniewem Szczepańskim
Padły też pytania dotyczące ewentualnej kariery politycznej na wyższych szczeblach. - Teraz już za późno, mogłem to zrobić po drugiej kadencji. duża polityka by mnie przytłoczyła. Mimo to, nie odżegnywał się od odpowiedzi dotyczących bieżących problemów np. ACTA czy kryzysu światowego. Podczas półtoragodzinnej rozmowy także goście mogli zadawać pytania I tak. Jadwiga Zagozda pytała o to, jak bez szwanku z prawem pozbyć się … zdechłego psa. Jak się okazało, są dwa wyjścia: zakopanie na własnej posesji lub zapłacenie za utylizację za pośrednictwem wydziału komunalnego.
Joanna Gierszewska przypomniała o losach Obywatelskiej Inicjatywy Uchwałodawczej. - Czy radni zapomnieli, jaka jest ich rola? Finster odparł, że będzie rozmawiał z koalicją.
(ro)
odpowiedz